Przegląd nasion przed nowym sezonem

Postanowiłem zrobić sobie inwentaryzację nasion. Po co? Lubię wiedzieć, co mam, a wiosną, podczas zakupów, nie chcę kupować czegoś, co już leży w szufladzie. Podzieliłem nasiona na kilka kategorii: rośliny strączkowe, korzeniowe, dyniowate do gruntu, pozostałe warzywa do gruntu oraz warzywa do tunelu foliowego. Nie jest to podział ściśle botaniczny, ale praktyczny, dopasowany do mojego sposobu uprawy i podziału roślin na grządkach.


Zacznijmy od roślin strączkowych. W moich zapasach mam fasolkę szparagową żółtą karłową „Polka”, fasolę karłową na suche ziarno „Laponię”, fasolę wielokwiatową „Eureka”, fasolkę szparagową „Złota Saxa”, bób „Bartek”, bobik oraz groch siewny łuskowy „Cud Kelvedonu”. Bobik to dla mnie zupełna nowość. Zainteresował mnie na tyle, że wspominałem już o nim w tym wpisie (tu link). Wśród roślin strączkowych szczególnie ważne stają się dla mnie te uprawiane na suche ziarno. Do tej pory siałem głównie fasolkę szparagową, którą można zjeść na bieżąco w sezonie albo przeznaczyć na przetwory. Teraz chciałbym to zmienić. Jeśli rzeczywiście chcę pozyskiwać większość żywności z własnego ogrodu, muszę pomyśleć również o tym, co będę jadł poza sezonem. Suche nasiona roślin strączkowych mogą być ważnym źródłem białka, ale nie tylko. Dostarczają również błonnika, węglowodanów złożonych oraz składników mineralnych. Są sycące, można je długo przechowywać i wykorzystać na wiele sposobów w kuchni. Dlatego w kolejnych sezonach chcę poświęcić im odpowiednią ilość miejsca na grządkach. Co jednak znaczy odpowiednia ilość? Na to pytanie teraz nie jestem w stanie odpowiedzieć.To dla mnie ważny krok w kierunku większej samowystarczalności żywnościowej.


Wśród warzyw korzniowych mam pasternak biały półdługi, pietruszkę korzeniową, seler korzeniowy, buraka ćwikłowego „Czerwona Kula”, buraka pastewnego, buraka cukrowego oraz marchew „Dolanka”. Największe obawy mam w związku z marchwią. Nie chcę stosować oprysków, a moje dotychczasowe doświadczenia z jej uprawą nie były zbyt pozytywne. Z reguły pojawiał się problem z połyśnicą marchwianką. Nawet uprawa współrzędna z czosnkiem niewiele pomagała. Oczywiście można przymknąć na to oko, bo przecież zaatakowany fragment korzenia można odkroić. Mimo wszystko chciałbym uzyskiwać lepsze plony. Czas pokaże, jak poradzę sobie z marchwią w tym ogrodzie. Kolejna kwestia to pietruszka. Z nią również bywało różnie. Raz wschodziła, innym razem nie, a nie przypominam sobie sezonu, w którym udałoby mi się zebrać naprawdę piękne, dorodne korzenie. Zobaczymy, jak będzie tym razem. Na szczęście w przypadku pietruszki plonem jest również natka, która ma dla mnie dużą wartość. Nawet jeśli korzenie nie będą idealne, zielone części rośliny także znajdą zastosowanie w kuchni.

Jeszcze jakiś czas temu myślałem o burakach pastewnych jako o czymś w rodzaju zapasowego źródła żywności na wypadek, gdyby ziemniaków zabrakło. Zamierzałem wysiewać ich dużo i uczynić z nich główne warzywo korzeniowe. Przemawiały za tym przede wszystkim niska cena nasion i wysoki plon. Jest jednak pewien problem. Buraki pastewne nie należą do najsmaczniejszych, a ich zastosowanie w kuchni jest dość ograniczone. Można je gotować i piec, ale na tym właściwie kończy się ich kulinarna wszechstronność. Zmieniłem więc podejście. Wysieję buraki pastewne, ale w mniejszej ilości, niż początkowo planowałem. Więcej miejsca wolę przeznaczyć na zwykłe buraki ćwikłowe. Te również można gotować i piec, a dodatkowo przygotowywać z nich sałatki i przetwory. Są po prostu smaczniejsze i dają więcej możliwości w kuchni.


 Z warzyw dyniowatych  mam dynię zwyczajną „Gagat”, dynię olbrzymią „Bambino”, cukinię żółtą „Atena Polka”, patisona białego „Polo F1”, dynię olbrzymią „Hokkaido” oraz ogórka gruntowego „Śremski”.

Swego czasu myślałem, że będę samodzielnie pozyskiwać nasiona dyniowatych. Ostatecznie jednak porzucam ten pomysł. Żeby zachować czystość odmianową, trzeba kontrolować zapylanie, ponieważ różne odmiany tego samego gatunku mogą się ze sobą krzyżować. W praktyce oznaczałoby to ręczne zapylanie kwiatów i ich zabezpieczanie przed owadami. Nie chcę się w to bawić, a poza tym nie zamierzam ograniczać sobie wyboru odmian tylko po to, by pozyskiwać własne nasiona. Na razie wolę kupować je w sprawdzonych źródłach.

Szczególnie liczę na dynie. Mogą być cennym uzupełnieniem zimowych zapasów, a przy tym dostarczają beta-karotenu, z którego organizm wytwarza witaminę A. Dynia zwyczajna „Gagat” może się okazać szczególnie przydatna, jeśli uprawa marchwi znów nie pójdzie po mojej myśli. Chciałbym mieć alternatywne źródło tego składnika w swojej kuchni, zamiast uzależniać się od jednego warzywa.

Pozostałe warzywa do gruntu - w tej kategorii znalazłem nasiona kalarepy, rzodkiewki, kapusty głowiastej białej, kalafiora „Delta”, jarmużu, brukwi jadalnej „nadmorska”, szczawiu zwyczajnego oraz szpinaku malabarskiego. Kapusta głowiasta biała… No cóż, ciekawe, czy tym razem uda mi się jej uprawa. Byłoby świetnie mieć własną kapustę i przygotowywać z niej kiszonki. Dotychczas nie udawało mi się jej uprawiać bez chemicznych oprysków. Trochę jednak poczytałem na ten temat, więc może tym razem będzie lepiej. Zobaczymy.

Kalafior to już w ogóle byłby dla mnie letni luksus, gdyby udało się wyhodować własne róże. Na razie nie zakładam sukcesu, ale spróbować warto. Z brukwią jadalną mam różne doświadczenia. Bywały sezony, kiedy pięknie rosła, ale zdarzały się też takie, gdy gniła na grządkach. Może w przyszłym roku pójdzie lepiej. A jarmuż? Dopiero teraz pomyślałem, że gdybym wcześniej spisał swoje zapasy nasion, mógłbym wysiać kilka roślin jeszcze w lipcu lub sierpniu. Być może miałbym teraz możliwość zbierania choć niewielkich ilości liści. A tak jedyne, co obecnie rośnie mi w ogrodzie, to żyto wysiane na poplon. 😉 Sezon warzywny właściwie już się u mnie skończył. Ogród na razie przestał dostarczać jedzenia. Szkoda, bo nawet niewielkie zbiory jarmużu byłyby teraz miłym dodatkiem do kuchni.

Warzywa do tuneli foliowych - w tej kategorii mam ogórki sałatkowe różnych odmian, okrę, czyli ketmię jadalną, paprykę ostrą i słodką, również w kilku odmianach, kiwano, ogórka meksykańskiego, miechunkę pomidorową oraz pomidory. Mam dwa tunele foliowe i na razie wstępny plan jest taki, żeby w jednym uprawiać przede wszystkim pomidory i paprykę, a drugi urządzić na kształt jadalnego gąszczu, w którym będzie po trochu różnych roślin. Jak to dokładnie rozplanuję, jeszcze się okaże. Okrę będę uprawiał po raz pierwszy. Jestem ciekawy, jak smakuje, o ile oczywiście uda mi się doczekać plonów. Lubię takie ogrodnicze eksperymenty. Nie wszystko musi od razu stać się podstawą codziennej kuchni.

Kiwano to z kolei taki fajny, kolczasty ogórek. W opisach można przeczytać, że smakuje jak połączenie ogórka i cytryny. Coś w tym jest, bo rzeczywiście jest kwaskowaty. Ja jednak określiłbym jego smak raczej jako smak dojrzałego, a nawet przejrzałego ogórka. Najfajniejszy jest jednak jego wygląd. Taki ogórek-jeżyk. Fikuśny, trochę zabawny i po prostu mi się podoba. Dlatego będzie rósł w moim ogrodzie. Jest zresztą jeszcze jeden powód, dla którego lubię kiwano. Z moich dotychczasowych obserwacji wynika, że jest dość odporne na typowe choroby ogórków. Niejednokrotnie zdarzało się, że owocowało jeszcze w październiku i pozostawało w całkiem dobrej kondycji, podczas gdy po ogórkach gruntowych i szklarniowych dawno nie było już śladu. To spory atut, zwłaszcza gdy zależy mi na przedłużeniu sezonu zbiorów.

Ogórek meksykański również jest ciekawostką. W smaku przypomina zwykłego ogórka, choć jest nieco kwaśniejszy. Tutaj także dużą rolę odgrywa wygląd tych niewielkich owoców. Lubię mieć w ogrodzie coś nietypowego, nawet jeśli nie są to warzywa, które będę zbierał w kilogramach. Na koniec miechunka pomidorowa. Nie mogę powiedzieć, żebym jakoś szczególnie się nią zachwycał pod względem smaku. Przypomina trochę pomidora i jest po prostu czymś ciekawym do spróbowania. Nie wszystko przecież musi być kulinarnym odkryciem. Czasem wystarczy, że roślina jest interesująca i daje możliwość poznania czegoś nowego.

I to właściwie wszystko, co mam w swoich zapasach nasion. Taka inwentaryzacja pozwoliła mi zobaczyć, czym dysponuję i co ewentualnie trzeba będzie dokupić przed nowym sezonem. Niektóre rośliny uprawiam od lat, inne dopiero zamierzam poznać. Są takie, na których plony bardzo liczę, i takie, które wysiewam głównie z ciekawości. Teraz pozostaje już tylko zaplanować, gdzie i w jakiej ilości poszczególne warzywa trafią do gruntu i tuneli. Chciałbym, żeby przyszły sezon był udany i przyniósł mi trochę więcej własnego jedzenia na co dzień. A jak wyjdzie w praktyce? O tym przekonamy się za kilka miesięcy.





Komentarze