Mam czasem problem z nazewnictwem w moim ogrodzie. Mam cztery duże części warzywnika, każda ma ponad ar powierzchni. „Sektor” jest chyba trochę zbyt techniczny, a „grządka” zdecydowanie nie pasuje do takiego kawałka ziemi. Chyba więc pozostanę przy określeniu kwatera. Brzmi bardziej ogrodowo, a jednocześnie pasuje do jej wielkości.
Jedna z kwater jest już przygotowana. Wcześniej na znacznej jej części rósł wysiany jakiś czas temu poplon - mieszanka gorczycy i łubinu. Tylko niewielki fragment był jeszcze obsadzony warzywami, które niedawno zebrałem (link).
Najpierw ją przekopałem, a potem przegrabiłem. Wiem, że można prowadzić ogród również bez przekopywania i znam argumenty przemawiające za taką metodą. Mimo to na ten moment pozostaję przy tradycyjnym, jesiennym przekopywaniu. Po prostu ta metoda bardziej mi odpowiada i tak właśnie chcę prowadzić swój warzywnik.
Próbowałem już wcześniej prowadzić część ogrodu (poprzednia działka na ROD) bez przekopywania. Dotyczyło to przede wszystkim ogródków ziołowych, ale nie tylko. Po sezonie pojawiał się jednak problem z chwastami i utrzymanie takich miejsc w dobrej kondycji wymagało ode mnie więcej pracy. Dlatego w warzywniku pozostaję przy tradycyjnym jesiennym przekopywaniu. Nie twierdzę, że to jedyna dobra metoda - po prostu z mojego dotychczasowego doświadczenia wynika, że w moim ogrodzie lepiej sprawdza się właśnie takie rozwiązanie.
Często pojawia się też argument, że „w naturze nikt gleby nie przekopuje”. To prawda, tylko nie jestem przekonany, że wszystko, co dzieje się w naturze, powinniśmy bezpośrednio naśladować w ogrodzie. Ogród jest przecież w pewnym stopniu ujarzmianiem natury i podporządkowaniem jej naszym potrzebom. W końcu nawet plewienie jest działaniem przeciwko naturalnym procesom. W naturze chwasty nie są żadnymi chwastami – są po prostu roślinami, które zajmują wolną przestrzeń. To my decydujemy, że w danym miejscu ma rosnąć marchew, a nie pokrzywa czy perz, i dlatego usuwamy rośliny, które z naszymi uprawami konkurują. W naturze rośliny nie rosną przecież po to, żeby ktoś później zebrał z nich ziemniaki czy marchew. Dlatego nie uważam, że fakt, iż jakiegoś procesu nie obserwujemy w naturze, sam w sobie jest argumentem przeciwko jego stosowaniu w ogrodzie. Dla mnie ważniejsze jest to, czy dana metoda sprawdza się w konkretnym ogrodzie i pozwala osiągnąć zamierzony efekt.
Ogród to nie rezerwat przyrody 😉 Ma być kawałkiem natury, ale natury trochę przez nas ujarzmionej i podporządkowanej temu, czego od niego oczekujemy.
Po przegrabieniu wysiałem żyto. Na razie będzie więc pełniło funkcję poplonu i zimowej okrywy gleby. Celowo nie będę go teraz przekopywał. Chcę, żeby pozostało na kwaterze przez całą zimę i dopiero wiosną zostanie przekopane, przed rozpoczęciem kolejnego sezonu.
Nie chciałem pozostawiać gleby na zimę na tak zwaną ostrą skibę. Bez okrywy jest ona bardziej narażona na przesychanie, wymywanie i wywiewanie najdrobniejszych cząstek. Wysiane żyto będzie więc nie tylko poplonem, ale także zimową okrywą gleby. Jego liście i korzenie będą ją chronić przed warunkami atmosferycznymi. Dopiero wiosną przekopię żyto razem z glebą, łącząc w ten sposób tradycyjne jesienne przekopywanie z pozostawieniem zimowego poplonu.
Nie wiem skąd to w ludziach to że natura musi być ujarzmiona by dawać to co chcemy to uważam jest największy odchył możemy sterować procesami które sama prowadzi przy o wiele mniejszym nakładzie sił i środków. Najsensowniejsze jest po prostu ściółkowanie kompostem nawet nie do końca przerobionym już a można wtedy odpuścić pielenie czy sadzenie zimowych poplonów a już na pewno przekopywanie. To dlatego mówiłem ci że potrzebna jest każda ilość materii organicznej i przynajmniej trzy komory kompostowników. A jak tam.zbiory kabaczków ?
OdpowiedzUsuńA .comze szpinakiem ? I musztardowxem? Nam rosnienteeraz jeszcze koperek i rzodkiew.
Polecę co tak,e pnącze zwane cyklanterera. Można marynować owoce w sosie musztardowym... Jakmogorek gdy młode i dusić jakmpapryke gdy starsze. Rewelacja.teraz zaczyna nam owocować bonpozninsadzone byloly a i pergoli mało
Może kwestia co rozumiemy jako ujarzmianie? Bo dla kogos np postawienie młyna na rzece oznacza ujarzmienie a dla kogoś "sterowaniem procesami ktore natura sama prowadzi"? Może wiec zwyczajnie debatujemy nad rozumieniem słów a nie samymi ideami?
UsuńSkąd ja mam wziąć kompost na 5 arów ;-) ? Toż to będzie u mnie produkt szczególnie cenny ;-) a na pewno nie wystarczający na całą powierzchnię ogrodu.
Kabaczki - zebrałem an razie aż dwa ;-) Leczo już w słoikach.
Szpinaku na razie nie kupowałem i nie wysiewałem. Musztardowca tak samo.
Cyklandera - znalazłem nasiona, ale musze się zastanawić.
Widzisz to dochodzimy do różnicy naszego ogrodu na świat i kwestii ja się złym absolutnie nie zgodził z tym że to jest tak jak mówisz to już sofistyka nieadekwatność młyn na rzece to piękny sposób nie pozyskania energii bez zbytniego zakłócenia habitatu a ty raczej miałeś na myśli tamę z hydroelektrownią która zmienia już tak habita jak i klimat wokół niego i to jest to drobna różnica a przekopywanie ziemi tak samo nigdy nie zrozumiem tej potrzeby niepotrzebnej pracy wkładanej wykonywanie zbędnych czynności stąd lubię permakulturę tam się tylko dogląda.
UsuńSpokojnie kompost na 5 arów to bez problemu tylko trzeba dojść do takiego poziomu i to dlatego ci pisałem że taki ogród to już jest projekt i potrzebne jest myślenie projektowe i bilansowe bo inaczej nie na starczysz a gdy będzie to przemyślane to będziesz miał wystarczającą ilość materii organicznej by pokrywać kompostem całe i całe pięć arów nawet ale na to potrzeba miejsca na kompostowniki.
(Ja już się powoli szykuję na zbiory worków z liściami które miasto będzie wystawiać)
Myślę, że naturalne jest to, że mamy inne osobiste doświadczenia, przemyślenia i wynikające z nich podejście do życia, ogrodu czy wielu innych spraw. Dlatego też możemy dochodzić do zupełnie różnych wniosków i inaczej patrzeć na te same rzeczy. I to jest naturalne, nie jest kwestią osiągnięcia odpowiedniego poziomu ale wyboru innej drogi.
UsuńDla mnie nie ma czegoś takiego jak „złe spojrzenie na życie”, jeśli nie krzywdzimy przy tym innych i nie robimy rzeczy niezgodnych z prawem. Może być po prostu inne od mojego. I chyba właśnie na tym polega różnorodność – nie musimy dochodzić do tych samych wniosków, żeby szanować swoje odmienne podejście.
PS. „nigdy nie zrozumiem tej potrzeby niepotrzebnej pracy i wykonywania zbędnych czynności” - czyli rozumiem, że np. nie sprzątasz? 😉 Przecież to też jest w pewnym sensie zupełnie niepotrzebna praca 😄
Znów się trochę nie zgodzę.
OdpowiedzUsuńTy do jakiegoś relatywizmu dążysz.
Takie trochę truizmy.
Jest tak że człowiek tworzy narrację i zaczyna. W nią wierzyć i wdrażać, więc dopóki nie jest ona szkodliwa dla systemu w którym istnieje to jest to akceptowalne, niestety są tworzone narrację które szkodzą w różnym stopniu. Systemowi od którego zależy i tu jest różnica między ,młynem a tamą
Znów binarnie: sprzętem -nie sprzątam...
Otóż sprzątam ale w mój sposób, ( ale tak naprawdę staram się nie robić nieładu).
A tracenie energii na powstrzymywanie wzrostu entropii to...zawsze jest strata ...
„Znów binarnie: sprzątam - nie sprzątam...” – ale wiesz, że ten uśmieszek był celowy i cała wypowiedź miała charakter żartobliwy? ;-)
Usuń„Znów się trochę nie zgodzę” – masz do tego pełne prawo. Jesteśmy różni i inaczej patrzymy na życie.
A co do narracji, wiary, systemu... Aspekty życia, o których tutaj piszę, są po prostu prostsze, bez dorabiania do nich większej filozofii. 😉
Tak, tak...czytam te emotikony...próbuje sobie do nich dorobić intonację glosu :)
UsuńPrzypuszczam że można by się z tobą nieźle poprzekomarzać.
Ja nie dorabiam filozofii, z czasem się okazuje że pewne rzeczy są doskonałe już opisane , tylko my o istnieniu takiego opisu nie mamy pojęcia.
Przypuszczam że zaczynam czuć domczego dążysz. Ciekawym kolejnej fazy, tej ktoranastapi gdy już się zbliżysz do owego minimalizmu materialno ideologicznego ( a ta ścisłaczesc.mmienjuz się ciekawi ile to zajmie czasu )
Ja (chyba) nie dążę do minimalizmu - ja czerpię z tego nurtu to co mi pasuje. Minimalizm nie jest moim celem - jest moim środkiem. Nie na siłę, bo ma pomagać a nie określać sztywne zasady. Nie bez powodu w jednym z wpisów, gdy pisałem o sobie jako minimalista dopisywałem "(chyba)". Dlatego być może nie nastąpi etap zbliżenia się do wspominanego przez Ciebie minimalizmu materialno ideologicznego, ale cały czas będziesz świadkiem jego elementów w moim życiu. Może zwyczajnie u mnie minimalizm ma bardziej wymiar praktyczny a nie ideologiczny? Ale to już spekulacja z mojej strony. Ja zwyczajnie pewne zasady i wskazówki minimalizmu postanowiłem włączyć do mojego życia z praktycznych powodów. I być może - dla świata nasyconego nadmiernym konsumpcjonizmem jestem jak pustelnik. Ale dla "rasowego minimalisty" jestem odszczepieńcem, który wcale się na minimalizmie nie zna. I wiesz co? Mam to szczerze w d...e. Być może można mi przypisać wiele tagów (podoba mi się Twoje wcześniejsze określenie) ale każdemu dopisać "prawie"
Usuńhoho... w koncu nie zabrzmiales binarnie, lecz nieokreślenie - Haisenbergowsko wręćz :)
Usuń"nominacja do tyyułu : - Wasza Kwantowość" :)
Niby jakis rodzaj "pusczania" przed ktorym sie wzbraniaąłes ale z pysznym posmakiem polskiego tumiwisizmu (z nutka warcholskiego spektrum ;-> ??)
"koncu nie zabrzmiales binarnie" - bo akurat dzisiaj jestem w humorze trójkowym ;-)
UsuńTytuł przyjmuję z wdzięcznością i uroczyście oświadczam, że będe go dumnie nosił ;-) jeszcze nie wiem do czego przypnę medal ;-)