Myślę o przyszłości swojego ogrodu

Niby ogród już zaplanowałem. Niby wiem, co będę uprawiał, mam podział na kwatery, ustalony czteroletni system zmianowania i mniej więcej określone ilości poszczególnych warzyw. A jednak co chwila pojawia się jakiś nowy pomysł.


I chyba jest to całkiem naturalne, kiedy organizuje się nowe miejsce. Można sobie wszystko dokładnie rozrysować, ale potem przychodzi kolejna myśl, przypomina się jakieś warzywo, które kiedyś chciałem uprawiać, albo po prostu zaczynam się zastanawiać: a może jednak spróbować?

Podstawowe założenia się nie zmieniają. Chcę, żeby ogród był przede wszystkim w miarę wydajny i prowadzony bez stosowania chemicznych środków ochrony roślin oraz sztucznych nawozów (link).

Chcę też, żeby był głównym źródłem mojej żywności. Dlatego zależy mi na warzywach, które rzeczywiście mogą stanowić podstawę wyżywienia. Stąd ziemniaki, buraki pastewne, warzywa korzeniowe, różne warzywa cebulowe czy strączkowe. Jednocześnie chciałbym możliwie dużo warzyw rozmnażać z własnych nasion albo innego własnego materiału do rozmnażania. 

Ale coraz bardziej dochodzę do wniosku, że pierwsze lata będą trochę eksperymentalne. Bo najpierw muszę przecież zobaczyć, co się tutaj sprawdza. To, że jakieś warzywo jest wydajne u kogoś innego, nie oznacza jeszcze, że u mnie będzie rosło równie dobrze. Inna gleba, inne warunki, inny sposób prowadzenia. Muszę po prostu trochę poobserwować i popróbować.

Dlatego nie chcę też na wstępie skreślać warzyw, które jakiś czas temu odrzuciłem. Przykładem może być kapusta. Kiedyś uznałem, że raczej nie będę jej uprawiał. Teraz myślę, że może jednak warto posadzić kilka sztuk i zobaczyć, co z tego wyjdzie.

Nie wszystko przecież musi być uprawiane w dużej ilości. Jednych warzyw będę potrzebował dużo, innych wystarczy mi trochę, a jeszcze innych może być po prostu kilka sztuk. Chodzi mi o to, żeby ogród był wydajny, ale nie chcę też, żeby składał się wyłącznie z kilku gatunków, które zajmują większość miejsca.

Dlatego w moim systemie czterech kwater będzie też miejsce na grządkę „inne”. I właśnie tam pewnie trafią różne pomysły, których nie da się sensownie wcisnąć w główne założenia płodozmianu. 

Miała być więc lista warzyw ograniczona do wydajnych i sprawdzonych pewniaków. A tymczasem, zamiast się ograniczać, zaczyna się rozrastać. I chyba dobrze. Bo przecież ogród ma mi nie tylko produkować jedzenie. Chcę też sprawdzić, co mogę tutaj uprawiać. Chcę trochę poeksperymentować. Czasem posadzić coś tylko po to, żeby zobaczyć, jak rośnie. 

Podobnie zaczynam myśleć o tunelu foliowym. Początkowo miałem oczywiście plan. Nawet go sobie rozrysowałem. Tutaj ogórki, tutaj pomidory, tutaj papryki. Wszystko miało mieć swoje miejsce. Ale coś czuję, że ostatecznie zrobię tam coś zupełnie innego. Chciałbym stworzyć w tunelu taki mały, kontrolowany gąszcz różnych upraw. Pomidory będą na pewno. Najlepiej kilka odmian, ale bez przesady, bo przecież tunel gumowy nie jest 😉 Pewnie wystarczy mi po jednym krzaczku danej odmiany. Będę mógł zobaczyć, która mi odpowiada, a przy okazji zebrać nasiona.

Będą też różne ogórkowate. Od zwykłych, sprawdzonych ogórków sałatkowych po jakieś dziwolągi. Kiwano już chodzi mi po głowie. I chyba właśnie o to mi chodzi. Nie chcę robić z tunelu kolejnej, idealnie zaplanowanej produkcji. Chcę mieć tam trochę różnych rzeczy. Jedne się sprawdzą, inne nie. Jedne będą rosły dobrze, inne pewnie okażą się pomyłką. Trochę jak w ogrodzie botanicznym, tylko że zamiast samych roślin do oglądania będą rośliny do oglądania i jedzenia.

W sumie zaczynam się godzić z tym, że ten ogród jeszcze długo nie będzie dokładnie taki, jak sobie go teraz zaplanowałem. I chyba nawet nie powinien być. To jest nowe miejsce i muszę je dopiero poznać. A przy okazji pewnie sam jeszcze nie raz zmienię zdanie. Niby wiem, co chcę uprawiać. Ale lista jakoś dziwnie ciągle się wydłuża.



STRONA GŁÓWNA BLOGA

Komentarze