Ustka poza sezonem

Przez ostatnie dni sporo czasu spędziłem w Ustce. Przy okazji mogłem się trochę przyjrzeć temu, jak wygląda nadmorskie miasteczko poza sezonem turystycznym. Czego się spodziewałem? W sumie trudno powiedzieć. Domyślałem się, że Ustka nie zamieni się nagle w miasto widmo, w którym nie ma żywej duszy. Z drugiej strony chyba gdzieś z tyłu głowy miałem taki obraz miejscowości turystycznej, która po wakacjach niemal całkowicie pustoszeje. Tymczasem uświadomiłem sobie coś, co przecież powinno być oczywiste. Ustka to nie tylko kurort, ale też zwyczajne, niewielkie miasteczko, w którym ludzie normalnie żyją przez cały rok. Nie wszyscy są tu po to, żeby zarabiać na turystach, a życie nie kręci się wyłącznie wokół letniego sezonu. Oczywiście na ulicach jest zdecydowanie mniej ludzi niż latem, ale mimo jesiennej aury widać, że miasto normalnie funkcjonuje i toczy się w nim codzienne życie.



Trochę jednak zaskoczyła mnie liczba ludzi na plaży. Kilka razy miałem wrażenie, że jest ich tam więcej niż w samym mieście. Być może to tylko kwestia otwartej przestrzeni. Na plaży od razu widać wszystkich spacerujących, podczas gdy w mieście ludzie trochę giną między budynkami i uliczkami. Tak czy inaczej, spodziewałem się chyba większych pustek. Tymczasem ludzie normalnie przychodzą na plażę, spacerują brzegiem morza, odpoczywają. Wiadomo, nikt już się nie kąpie ani nie rozkłada na kocyku, ale plaża wcale nie wygląda na opuszczoną. Szczególnie w okolicach promenady można spotkać sporo spacerowiczów. Im dalej od niej, tym robi się spokojniej. Przyznam, że całkiem mi się podoba taki widok. Morze jest to samo, plaża też, tylko nie ma już wakacyjnego zgiełku. Można sobie spokojnie pochodzić, popatrzeć na wodę i nie przeciskać się między tłumami. Właśnie taką Ustkę też chciałbym poznawać.






Na samej promenadzie również można spotkać spacerowiczów, choć to chyba właśnie tutaj najbardziej widać sezonowy i turystyczny charakter Ustki. Wystarczy spojrzeć na otwarte lokale. Z całego mnóstwa sklepików z pamiątkami działa już tylko kilka. Podobnie jest z gastronomią. Restauracje i inne punkty, w których latem można coś zjeść, w większości są już zamknięte. Zostają pojedyncze miejsca, do których można zajrzeć.




Przekonałem się o tym zresztą na własnej skórze. Pewnego dnia naszła mnie ochota na kebaba na promenadzie. Niby nic wyszukanego, zwykła zachcianka, a jednak okazało się, że nie bardzo mam gdzie go kupić. Latem pewnie nie byłoby z tym najmniejszego problemu. To chyba właśnie na promenadzie najmocniej widać różnicę między sezonem a resztą roku. Ludzie nadal przychodzą tu na spacery, ale spora część miejsc, które latem tętnią życiem, jest już zamknięta. I trudno się temu dziwić. Sezon turystyczny się skończył, więc wiele biznesów po prostu zawiesza działalność do następnego lata.


Największą różnicę zauważyłem chyba przy samym porcie, na końcu promenady. Latem potrafiły się tu przewijać prawdziwe tłumy, a teraz spotykałem pojedyncze osoby. Spacerowałem sobie w swoim tempie, bez przeciskania się między ludźmi i bez tego charakterystycznego wakacyjnego gwaru. Można było spokojnie rozejrzeć się dookoła, zatrzymać na chwilę i po prostu nacieszyć się widokiem portu i morza. Lubię takie miejsca, kiedy nie trzeba się nigdzie spieszyć, a sama droga jest równie ważna jak cel spaceru. Dopiero tutaj naprawdę poczułem, jak bardzo Ustka zmienia się po zakończeniu sezonu. Latem to miejsce przyciąga tłumy, jesienią odzyskuje trochę spokoju.

Polubiłem te spacery po Ustce. Lubię to, że mogę iść przed siebie bez żadnego konkretnego celu, czasem zatrzymać się na chwilę przy porcie, popatrzeć na morze i po prostu pobyć tam przez jakiś czas. Nigdzie nie muszę się spieszyć ani zastanawiać, czy za chwilę zrobi się tłok. Mam tu w sumie to, czego szukałem. Klimat nadmorskiej miejscowości, bliskość morza, plażę i port, a jednocześnie brak tłumów, które latem potrafią zdominować takie miejsca. Coraz bardziej cieszę się, że właśnie miejscowość nadmorską wybrałem na swoje nowe miejsce do życia. Morze jest na wyciągnięcie ręki i nie trzeba czekać na urlop, żeby się nim nacieszyć. Coś mi się zresztą wydaje, że będę tu znacznie częstszym bywalcem poza sezonem niż w samym środku lata. I dobrze, bo chyba właśnie taka Ustka najbardziej mi odpowiada.



Komentarze