Opał znaleziony podczas wędrówek

Podczas pieszych i rowerowych wędrówek po okolicy coraz częściej zwracam uwagę na miejsca, w których prowadzono wycinkę drzew i krzewów. Są to najczęściej pobocza dróg, okolice rowów czy tereny pod liniami energetycznymi. Zdarza się, że po takich pracach na miejscu pozostają gałęzie i kawałki drewna, których nikt później nie zabiera.


Zresztą nie jest to dla mnie zupełnie nowy temat. Już tutaj zdarzało mi się zbierać drewno z zagajników, głównie takie, które dłużej leżało na ziemi. Czasem trafiały się też niewielkie ilości przy poboczach. Nie były to duże zbiory, ale zawsze coś można było przynieść. Teraz zacząłem się zastanawiać, czy nie dałoby się nieco szerzej podejść do tego tematu i wykorzystać również niektóre miejsca, w których pozostałości po wycince wciąż zalegają na ziemi.

Mam z tym pewne doświadczenia z Bydgoszczy. Widziałem tam miejsca, w których pozostałości po wycince nie były uprzątane przez długi czas. Z biegiem miesięcy takie zakątki potrafiły zarastać, a niekiedy stawały się też miejscem, w którym ludzie zostawiali śmieci. Zdarzało mi się również obserwować pojedyncze osoby zbierające pozostawione drewno na własne potrzeby. Były to jednak sporadyczne przypadki.

Z moich obserwacji z Bydgoszczy wynika też, że sporo zależy od tego, kto wykonuje wycinkę. To jednak wspomnienia sprzed kilku lat, a nazwy firmy, o której myślę, już nie pamiętam. Była to lokalna firma ogrodnicza, która zajmowała się między innymi realizacją projektów na terenach miejskich i prywatnych. Gdy to ona prowadziła wycinkę, zwykle była to część większej akcji. Po ścięciu drzew pojawiały się kolejne ekipy, które zabierały drewno, a część gałęzi od razu trafiała do rębaka. Zrębki wykorzystywano później przy realizacji prac ogrodniczych.

Zdarzały się jednak również wycinki prowadzone przez inne ekipy, po których na miejscu pozostawały gałęzie i kawałki drewna. Nie wiem, z czego wynikały te różnice ani jakie były ustalenia dotyczące poszczególnych prac. Zapamiętałem jedynie, że nie wszędzie wyglądało to tak samo.

Te obserwacje podsunęły mi pomysł, żeby samemu przyjrzeć się bliżej możliwościom w najbliższej okolicy. Nie zamierzam oczywiście zabierać drewna z przypadkowych miejsc bez sprawdzenia, czy mam do tego prawo. To, że coś leży nieuprzątnięte, nie oznacza automatycznie, że można to sobie wziąć.

Nie planuję opierać całego zapasu opału na takich znaleziskach. Ich dostępność jest zbyt nieprzewidywalna. Ale jako dodatek do podstawowego źródła drewna? Dlaczego nie? Jeśli co kilka dni uda się wybrać na spacer z wózkiem albo plecakiem i przynieść trochę opału, w dłuższej perspektywie może uzbierać się z tego całkiem sensowna ilość. Oczywiście drewno trzeba jeszcze przygotować i sezonować, więc tej zimy raczej go nie wykorzystam. Jestem ciekawy, ile uda się zebrać w ciągu kilku miesięcy i czy takie okazje trafiają się na tyle regularnie, by można było traktować je jako uzupełnienie zapasów. Na razie zamierzam po prostu sprawdzić to w praktyce. Zobaczymy, czy i w tym przypadku niewielkie zbiory z czasem przełożą się na coś konkretnego.




Komentarze