Zacząłem zbierać opadłe liście z okolicy. Bez wielkich akcji, bez planowania, że jednego dnia nazbieram ich nie wiadomo ile. Po prostu jedno wyjście, jeden worek i tyle.
Przy okazji spaceru zbieram liście, przynoszę je do siebie i wykorzystuję w ogrodzie. I tak pewnie uzbiera się tego całkiem sporo, bo przede mną jeszcze wiele takich wypraw.
Początkowo zastanawiałem się, czy nie przekopać jesienią grządki obsianej żytem i nie przykryć jej warstwą liści. Ostatecznie postanowiłem jednak zostawić żyto do wiosny, a dopiero wtedy przekopać je z ziemią. Liście wykorzystam więc w dwóch innych miejscach: w zagajniku jadalnym oraz na kompost.
W zagajniku będą służyły jako ściółka. Pomogą osłonić glebę przed wysychaniem i mrozem, a z czasem rozłożą się, wzbogacając ją w materię organiczną. Część liści trafi na kompost, gdzie w połączeniu z innymi resztkami roślinnymi zamieni się z czasem w wartościowy materiał do wykorzystania w ogrodzie. Dla mnie to same korzyści. Nie muszę kupować materiału do ściółkowania, a przy okazji stopniowo poprawiam glebę w swoim ogrodzie.
Jest jeszcze druga strona tego zajęcia. O tej porze roku w ogrodzie coraz mniej się dzieje, a dni potrafią być długie. Ileż można chodzić po okolicy bez konkretnego celu? Lubię te spacery, ale teraz mam dodatkowo powód, żeby wyjść z domu. Jest trochę ruchu na świeżym powietrzu, można przy okazji poobserwować okolicę, a po powrocie zostaje poczucie, że zrobiło się coś dobrego dla własnego ogrodu. Nie muszę od razu nazbierać liści na cały sezon. Wystarczy jeden worek dziennie, kiedy mam ochotę i pogoda sprzyja.
Komentarze
Prześlij komentarz