Gdy oszczędności się skończą - jakieś zatrudnienie?

A może jednak jakaś praca? Sprzedaż własnych plonów czy przetworów to jedno, ale są też bardziej tradycyjne sposoby zdobywania pieniędzy. Nie wykluczam całkowicie pracy zarobkowej. Nie chodzi mi jednak o powrót do regularnego zatrudnienia na cały rok. Bardziej interesują mnie pojedyncze zlecenia, które mógłbym realizować od czasu do czasu, a także ewentualna praca sezonowa.


Pierwsza możliwość to pomoc przy pracach na działkach ROD w Ustce. Tutaj jestem nawet dość pewny, że udałoby mi się znaleźć klientów. Na każdym większym kompleksie działek są przecież osoby, które wolą zapłacić komuś za wykonanie cięższych prac, zamiast samodzielnie się z nimi męczyć. Przekopanie kawałka ziemi, uporządkowanie zaniedbanej działki czy inne podobne zajęcia mogą być dla kogoś problemem, a dla mnie niekoniecznie. Pozostaje kwestia ogłoszeń, ustalenia zakresu prac i dogadania się co do ceny. Wiadomo, znalezienie jednego czy dwóch klientów w ciągu całego roku nie przyniosłoby wielkiego zarobku. Ale gdyby udało się zdobyć kilkanaście zleceń rocznie, mogłaby już z tego wyjść całkiem sensowna kwota. Zwłaszcza że nie musiałbym poświęcać na to całych tygodni. Pracowałbym wtedy, kiedy pojawiłoby się zlecenie, a przez resztę czasu zajmowałbym się swoimi sprawami.

Druga możliwość to pojedyncze umowy zlecenia, na kilka dni albo tygodni.  Jakiś czas temu mignęły mi ogłoszenia dotyczące różnych krótkich prac, choćby inwentaryzacji. Szczegółów już nie pamiętam, ale sam pomysł wydaje mi się interesujący. Kilka dni pracy od czasu do czasu, a w zamian konkretny zastrzyk gotówki. Podejrzewam, że godzina spędzona na takim zleceniu może być bardziej opłacalna niż godzina poświęcona na wytwarzanie produktów przeznaczonych na sprzedaż. W przypadku przetworów trzeba najpierw zdobyć surowce, poświęcić czas na ich przygotowanie, znaleźć kupców, a potem jeszcze wszystko zapakować i wysłać. Przy zleceniu wykonuję określoną pracę i otrzymuję za nią wynagrodzenie. Oczywiście to na razie tylko moje przypuszczenia. Może się przecież okazać, że na niektóre przetwory albo produkty ogrodnicze będzie takie zapotrzebowanie, że wystarczy odpowiednio ustalić cenę, a sprzedaż nie będzie stanowiła większego problemu. Wtedy rachunek mógłby wyglądać zupełnie inaczej. Dopóki nie spróbuję, trudno porównywać te możliwości na podstawie samych wyobrażeń.

Jest jeszcze trzecia opcja, czyli zwyczajne zatrudnienie się na sezon letni. Ustka jest miejscowością turystyczną, więc w miesiącach wakacyjnych pojawia się więcej możliwości pracy. Mógłbym spróbować znaleźć coś na dwa, trzy, a może cztery miesiące. Zaleta takiego rozwiązania jest oczywista. Kilka miesięcy pracy mogłoby przynieść naprawdę duży zastrzyk gotówki. Śmiem podejrzewać, że przy wynagrodzeniu na poziomie najniższej krajowej udałoby mi się zarobić kwotę odpowiadającą nawet rocznym kosztom mojego utrzymania. To jednak również tylko wstępne szacunki. Nie mam jeszcze dokładnie policzonych wydatków, a od wynagrodzenia trzeba odjąć koszty, które wiązałyby się z samą pracą. Nie da się jednak ukryć, że finansowo takie rozwiązanie mogłoby być bardzo korzystne. Kilka miesięcy pracy, a potem znacznie większy spokój na kolejne lata. Przynajmniej pod względem pieniędzy. Jest też druga strona medalu. Te dwa do czterech miesięcy oznaczałyby dla mnie w pewnym sensie czas stracony. Nie dlatego, że sama praca byłaby czymś złym, ale dlatego, że patrzę na to z perspektywy życia, które sobie tutaj układam. Zdaję sobie sprawę, że zwykła praca sezonowa może oznaczać ponad osiem godzin dziennie, do tego dojazdy i zmęczenie. Na ogród zostawałyby popołudnia i dni wolne. A przecież lato to właśnie ten czas, kiedy w ogrodzie dzieje się najwięcej i kiedy chciałbym mieć możliwość spokojnego zajmowania się swoimi sprawami. Przyznam więc, że mimo oczywistych korzyści finansowych ta opcja najmniej mi odpowiada. Nie skreślam jej całkowicie, bo życie potrafi zweryfikować różne założenia, ale nie chciałbym podejmować takiej pracy wyłącznie dlatego, że daje możliwość szybkiego zarobienia większej sumy.

Na razie znacznie bardziej przemawia do mnie możliwość wykonywania pojedynczych zleceń. Mógłbym w ten sposób zdobywać pieniądze bez konieczności podporządkowywania całego dnia cudzym obowiązkom. A jeśli po jakimś czasie okaże się, że takie zlecenia są trudne do zdobycia albo przynoszą zbyt małe kwoty, zawsze mogę wrócić do pomysłu pracy sezonowej. Nie muszę przecież decydować o wszystkim już teraz. 




Komentarze