Mam jeszcze trochę odłożonych pieniędzy. Nie leżą jednak w żadnym magicznym garnku, który sam je rozmnaża. W końcu się skończą. Nie w tym roku, zapewne nie w przyszłym, ale za kilka lat może przyjść moment, gdy mój magiczny kufer ze złotem zacznie świecić pustkami. Warto więc już teraz zastanowić się, co dalej.
Na razie nie wiem nawet dokładnie, ile kosztuje mnie roczne utrzymanie tutaj. Mógłbym oczywiście zbierać paragony i skrupulatnie notować wszystkie wydatki, ale ten pierwszy rok i tak niewiele powiedziałby mi o rzeczywistych kosztach życia w nowym miejscu. Dopiero zaczynam. Ogród jest w budowie, dom również wymaga jeszcze pracy, a plonów mam na razie niewiele. Do tego dopiero poznaję okolicę i uczę się, jakie zasoby mogę znaleźć w pobliżu, z czego korzystać i co jestem w stanie zdobyć bez wydawania pieniędzy. Dlatego dopiero od przyszłego roku zamierzam dokładniej notować wydatki. Po roku, a jeszcze lepiej po dwóch latach, będę miał już jakiś obraz tego, ile naprawdę kosztuje mnie życie tutaj.
Na razie zakładam wstępnie, że moje roczne wydatki mogą zamknąć się w kwocie 2–3 tysięcy złotych. Około tysiąca pochłaniają opłaty stałe, a reszta przypada na podstawowe zakupy. Nie uwzględniam tu kupowania warzyw i owoców, bo te chciałbym w miarę możliwości zapewniać sobie sam. To oczywiście na razie tylko szacunek, a nie wynik dokładnych obliczeń. Dopiero kolejne lata pokażą, na ile takie założenie było realistyczne.
Na ten moment widzę kilka możliwości zdobywania pieniędzy. Niektóre wiążą się bezpośrednio z ogrodem, inne wymagałyby podjęcia jakiejś pracy zarobkowej.Pierwsza możliwość to sprzedaż nadwyżek plonów. Jeśli ogród zacznie dawać więcej, niż sam będę w stanie wykorzystać, część zbiorów mógłbym przeznaczyć na sprzedaż. Druga opcja to sprzedaż własnych wytworów. Nie chodzi tu wyłącznie o przetwory, ale również o inne rzeczy, które mógłbym przygotować samodzielnie, korzystając z tego, co mam pod ręką.
Kolejna możliwość to pojedyncze zlecenia na działkach ROD w Ustce. Mógłbym od czasu do czasu pomóc komuś przy pracach ogrodniczych, bez konieczności podejmowania stałego zatrudnienia. Biorę też pod uwagę pracę sezonową latem. Ustka jest miejscowością nadmorską, więc w sezonie turystycznym pojawia się więcej okazji do zarobku. Być może udałoby się znaleźć coś, co pozwoliłoby podreperować budżet w ciągu kilku miesięcy.
Ostatnim pomysłem są korepetycje online. To zupełnie inny kierunek, ale mógłbym w ten sposób wykorzystać swoje dotychczasowe doświadczenie zawodowe, zarabiając bez konieczności wychodzenia z domu.
Każdej z tych możliwości chciałbym przyjrzeć się nieco dokładniej, dlatego rozwinę je w kolejnych wpisach. Sam dopiero układam sobie to wszystko w głowie i zastanawiam się, co ma szansę sprawdzić się w mojej sytuacji. Nie chcę na siłę szukać gotowych odpowiedzi ani udawać, że mam już jakiś konkretny plan. Wolę spokojnie rozważyć poszczególne opcje, zastanowić się, co każda z nich oznaczałaby w praktyce i czy pasuje do życia, które sobie tutaj układam. A żeby nie robić z tego jednego przydługiego tekstu, w którym trudno się połapać, poświęcę każdej możliwości osobny wpis.
Komentarze
Prześlij komentarz