Zmiana trybu życia nieuchronnie doprowadziła u mnie do zmiany zakupów. I nie chodzi o to, że już niczego nie kupuję. Kupuję i nadal będę kupować. Zmienił się jednak sposób robienia zakupów, i to dość znacząco. Nie tylko ich częstotliwość, ale również lista produktów, które trafiają do mojego koszyka. Kiedyś zakupy były niemal codziennym elementem dnia. Kupić coś do chleba, sam chleb, czasem jeszcze jakieś inne produkty. Niekiedy przed pracą, innym razem po pracy. Zdarzało mi się też wieczorem wyskoczyć do sklepu po jakąś zachciankę. Ot, zwyczajny element codzienności.
Tutaj wygląda to zupełnie inaczej. Obecnie zakupy robię mniej więcej co kilka tygodni. Nie jestem jeszcze w stanie dokładnie wymienić wszystkiego, co kupuję, ale mogę już wskazać całkiem sporą grupę produktów, z których zrezygnowałem.
Pieczywo i dodatki do chleba. Chleb piekę teraz sam, więc jego kupowanie po prostu odpadło. Wraz z nim zniknęła też spora część typowych dodatków do kanapek. Nie potrzebuję już tylu produktów, które można położyć na kromce chleba. Zresztą te dodatki, których nadal używam, również wyglądają inaczej. Są prostsze i bardziej przypominają różnego rodzaju smarowidła czy maczanki do chleba niż gotowe produkty przeznaczone do robienia kanapek.
Gotowe dania w słoikach. Na samym początku, kiedy dopiero się urządzałem, zdarzało mi się kupować gotowe dania w słoikach i różnego rodzaju zestawy obiadowe do podgrzania. Było to wygodne rozwiązanie na czas, kiedy miałem na głowie mnóstwo innych spraw. Teraz już tego nie kupuję. Wolę przygotować sobie obiad samodzielnie. Mam na to czas, a przy okazji mogę korzystać z produktów, które już mam, zamiast sięgać po gotowe dania.
Chemia gospodarcza. Tutaj zmiana jest chyba najbardziej widoczna. Kiedy przypominam sobie, ile różnych środków potrzebowałem wcześniej, trudno mi nawet wymienić je wszystkie. Do samej zmywarki były przecież tabletki, sól i nabłyszczacz. Do kuchni osobne płyny i spryskiwacze, a to do zwykłego czyszczenia, a to do powierzchni zatłuszczonych. W łazience podobnie. Proszek do tego, preparat do tamtego, płyn do prania… Trochę się tego zbierało. Dzisiaj mój zestaw jest znacznie mniejszy i prostszy. Podstawą jest szare mydło, którego używam zarówno do mycia, jak i do prania większości ubrań. Proszku do prania potrzebuję niewiele i sięgam po niego właściwie tylko wtedy, gdy mydło nie daje rady. Do tego dochodzi płyn do mycia naczyń, który wykorzystuję również do ogólnego sprzątania. Poza tym szampon. A właściwie to nawet nie zawsze. Po raz kolejny zapomniałem go kupić. Od jakiegoś czasu myję więc włosy zwykłym mydłem i jakoś nie widzę powodu, żeby specjalnie się tym przejmować. Po prostu wypadł mi z listy zakupów.
Warzywa i owoce. Jakiś czas temu opracowałem sobie listę warzyw, które zamierzam uprawiać w swoim ogrodzie. Postanowiłem przy okazji nieco zmienić sposób robienia zakupów. Obecnie kupuję przede wszystkim te warzywa, które znalazły się na mojej liście planowanych upraw. Nawet jeśli jeszcze nie mam ich z własnego ogrodu, mogę przecież kupić je w sklepie. Zrezygnowałem natomiast z produktów, których nie zamierzam uprawiać, takich jak imbir czy bataty. Chcę stopniowo przyzwyczajać się do korzystania z tego, co w przyszłości będę mógł sam wyhodować. Na razie większość warzyw nadal muszę kupować, ale z czasem powinno się to zmieniać. Z owocami podchodzę do sprawy nieco swobodniej. Nie wszystko da się uprawiać w naszym klimacie, a przecież nie zamierzam całkowicie rezygnować choćby z bananów. Dlatego czasem je kupuję. Nie traktuję tych zasad jak jakiegoś rygorystycznego zakazu, ale raczej jako kierunek, w którym chcę stopniowo zmierzać.
Herbata i kawa. Z herbatami również powoli się rozstaję. W sierpniu kupiłem jeszcze zapas zwykłej herbaty, ale coraz częściej sięgam po własne mieszanki ziołowe. Mam swoje rośliny, zbieram to, co nadaje się do suszenia, i stopniowo przyzwyczajam się do korzystania z własnych zapasów. Być może zostawię sobie jedynie herbatę zieloną. W takim przypadku wystarczy mi zrobić większy zapas raz na jakiś czas, choćby na cały rok. Z kawy natomiast rezygnować nie zamierzam. Nie mam też zamiaru zastępować jej różnymi terenowymi wynalazkami. Kawa to kawa, a nie na przykład kawa z mniszka. Jedne rzeczy można sobie uprościć, ale niekoniecznie trzeba zmieniać wszystko.
Słodycze i przekąski. Uprościły się również moje zakupy słodyczy i przekąsek. Nie kupuję już tych bardziej skomplikowanych produktów: ciasteczek z galaretką w polewie, wafelków z różnymi dodatkami czy chipsów. Zamiast tego wybieram rzeczy znacznie prostsze. Czekolada, kukurydza na popcorn, a do tego czasem twarde cukierki albo krówki. I właściwie tyle. Nie chodzi o to, że całkowicie rezygnuję ze słodyczy. Po prostu przestałem potrzebować tak dużego wyboru i tylu różnych produktów. Kiedy mam ochotę na coś słodkiego, wystarczy mi coś zwyczajnego.
Nawozy do ogrodu. Tutaj zmieniło się również moje podejście do nawożenia roślin. Na poprzedniej działce kupowałem zarówno nawozy organiczne, jak i sztuczne. Te drugie miały jedną niewątpliwą zaletę: były proste w użyciu i nie wymagały zbyt wielu zabiegów. Wystarczyło kupić odpowiedni preparat i zastosować go zgodnie z zaleceniami. Teraz kupuję już wyłącznie nawozy organiczne. To jednak również chciałbym z czasem ograniczyć, a docelowo całkowicie z nich zrezygnować. Zależy mi na tym, żeby w jak największym stopniu wykorzystywać to, co mam na miejscu. Skoszona trawa, liście, resztki roślinne, popiół z pieca czy nawozy zielone mogą przecież pomóc w utrzymaniu żyzności gleby. Nie oczekuję, że wszystko uda mi się zmienić od razu. Ogród dopiero powstaje, a ja wciąż uczę się gospodarować tym, co mam. Chciałbym jednak stopniowo dojść do sytuacji, w której nie będę musiał regularnie kupować nawozów, bo większość potrzebnych zasobów będę w stanie zapewnić sobie sam.
Kiedy tak patrzę na te wszystkie zmiany, widzę, że nie chodzi wyłącznie o ograniczenie wydatków czy rzadsze wizyty w sklepie. Zmienił się po prostu sposób, w jaki funkcjonuję na co dzień. Wcześniej wiele rzeczy kupowałem niejako przy okazji. Skoro byłem w sklepie, można było wziąć jeszcze to i tamto. Dzisiaj zakupy są bardziej przemyślane, a część produktów przestała być mi potrzebna, bo zastąpiłem je czymś prostszym albo zacząłem przygotowywać je samodzielnie. A przecież to dopiero początek. Ogród nie jest jeszcze w stanie zapewnić mi wszystkich warzyw i owoców, które chciałbym mieć. Z czasem powinno się to jednak zmieniać. I jestem ciekaw, jak będzie wyglądała moja lista zakupów za rok czy dwa. Może wtedy będę mógł napisać kolejny wpis o tym, czego już nie kupuję.

Komentarze
Prześlij komentarz