Czas najwyższy trochę wzmocnić moją instalację elektryczną. Do tej pory moje panele miały łącznie kilkadziesiąt watów, a akumulatory również miały pojemność liczoną w kilkudziesięciu Ah. Na moje dotychczasowe potrzeby było to zupełnie wystarczające. Światło, telefon, komputer, radio czy inne drobne urządzenia nie stanowiły większego problemu. Przez dłuższy czas właśnie tak chciałem to mieć. Mała instalacja, małe zużycie i niewielkie wymagania.
Tyle że z czasem pojawiły się kolejne potrzeby. Ostatnio doszła lodówka, a właściwie mała zamrażarka. I wtedy wyraźnie zauważyłem, że zapas prądu zaczyna mieć znaczenie. Trzeba pilnować, kiedy urządzenie pracuje, ile energii zostało i czy w tym samym czasie mogę korzystać z czegoś jeszcze. A przecież co jakiś czas dochodzą kolejne rzeczy, które chciałbym zasilać prądem. W końcu powiedziałem sobie: dosyć. Minimalizm nie musi przecież oznaczać ascetyzmu i rezygnowania ze wszystkiego, co nie jest absolutnie niezbędne. Dla mnie minimalizm to również nie zaprzątać sobie głowy pewnymi rzeczami. Jeśli czegoś potrzebuję i mogę sobie to rozsądnie zapewnić, to nie widzę powodu, żeby na siłę żyć bez tego tylko dlatego, że kiedyś założyłem sobie małą instalację. Oczywiście najprościej byłoby podłączyć się do sieci. Tylko że nie po to zdecydowałem się na życie tutaj i własną, niezależną instalację, żeby przy każdej kolejnej potrzebie wracać do tego rozwiązania. Dlatego postanowiłem poprawić swoje warunki elektryczne.
Co ważne, nie jest to już pomysł całkiem w ciemno. Mała instalacja była dla mnie swego rodzaju doświadczeniem. Przez kilka miesięcy zobaczyłem w praktyce, ile energii zużywam, co rzeczywiście jest mi potrzebne i gdzie zaczynają się ograniczenia. Teraz mam znacznie lepsze rozeznanie niż wtedy, kiedy zaczynałem. Dlatego tym razem nie zamierzam po prostu dokładać kolejnego panelu czy większego akumulatora i sprawdzać, co z tego wyjdzie. Chcę od razu skompletować cały zestaw odpowiedni do moich potrzeb.
W planach mam większe panele, przynajmniej 100-watowe, a być może kilka takich paneli. Do tego akumulator LiFePO₄ o pojemności około 100 Ah przy instalacji 12 V, czyli około 1,2 kWh pojemności nominalnej. Do tego odpowiedni regulator MPPT i przetwornica dobrana do planowanego obciążenia. Czyli nie tylko większy akumulator, ale cały system: produkcja energii, jej magazynowanie i późniejsze wykorzystanie.
Docelowo chciałbym mieć możliwość uzyskiwania średnio około 1 kWh energii dziennie i odpowiedni zapas do jej magazynowania. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że nie będzie to oznaczało dokładnie 1 kWh każdego dnia. Latem produkcja będzie znacznie większa, zimą znacznie mniejsza. Chodzi mi raczej o skalę całego systemu. Dla mnie będzie to ogromny przeskok w porównaniu z tym, co mam obecnie. Nie chodzi o to, żeby nagle przestać oszczędzać prąd i używać go bez żadnych ograniczeń. Nadal chcę korzystać z energii rozsądnie. Chodzi jednak o to, żeby nie zastanawiać się przy każdej kolejnej potrzebie, czy przypadkiem nie zabraknie mi prądu. Chciałbym po prostu dojść do momentu, w którym moje warunki elektryczne będą bardziej przypominały normalne małe gospodarstwo domowe, a mniej warunki polowo-turystyczne.
Jeśli ktoś z Was ma doświadczenie z podobnymi instalacjami i ma jakieś praktyczne wskazówki, na co zwrócić uwagę przy doborze elementów, chętnie poczytam. Zawsze lepiej uczyć się również na doświadczeniach innych.
I chyba właśnie na tym polega dla mnie rozwój tego miejsca. Nie na tym, żeby za wszelką cenę mieć jak najmniej, ale żeby z czasem coraz lepiej dopasowywać to, co tutaj mam, do rzeczywistych potrzeb. Mała instalacja była dobra na początek. Teraz po prostu przyszedł czas na większą.

Komentarze
Prześlij komentarz