Co robić zimą, kiedy ogród zasypia?

Zbliża się zima, a wraz z nią powoli kończą się prace ogrodnicze. Zostało jeszcze kilka drobiazgów, ale wkrótce przyjdzie moment, kiedy ostatnie jesienne zadanie będzie już wykonane, a do pierwszych wiosennych prac pozostanie kilka miesięcy. I tu pojawia się pytanie: co dalej?


Przez ostatnie miesiące niemal zawsze było coś do zrobienia. Przygotowanie ziemi, siewy, sadzenie, pielęgnacja roślin, zbiory i przetwory. Jedne prace kończyły się, inne zaczynały. Teraz ten rytm powoli się urywa.

Oczywiście mam sporo materiałów filmowych do obejrzenia. Z pewnością znajdzie się też coś do poczytania. Nie zamierzam jednak spędzać całych dni przed ekranem. Ile można? Na szczęście chyba nie grozi mi całkowite zasiedzenie się przed ekranem. Nie jestem typem człowieka, który potrafi spędzić pół dnia na oglądaniu kolejnych filmów. Po godzinie bezczynnego siedzenia zaczyna mnie już nosić i mam ochotę zająć się czymś innym. Czasami zastanawiam się nawet, czy w dzieciństwie nie miałem ADHD, choć oczywiście to tylko moje przypuszczenie. W każdym razie do dziś trudno mi usiedzieć w jednym miejscu przez dłuższy czas, jeśli nie robię przy tym czegoś aktywnie.

Największy problem polega chyba na tym, że nie mam żadnego majsterkowego hobby. Gdybym lubił coś budować, naprawiać czy dłubać przy jakichś projektach, zimowe miesiące mogłyby być dobrą okazją do takich zajęć. Tymczasem na razie nie mam pomysłu, czym mógłbym się zająć na dłużej.

Kiedyś brak pracy zawodowej uważałem za jedną z największych zalet mojego obecnego życia. I nadal tak uważam. Nie muszę nigdzie się spieszyć, dostosowywać do cudzego harmonogramu ani odliczać godzin do końca dnia. Sam decyduję, co robię i kiedy. Dopiero teraz zaczynam jednak dostrzegać drugą stronę tej swobody. Praca zawodowa, nawet jeśli nie zawsze ją lubimy, nadaje dniom pewien rytm. Są obowiązki, konkretne godziny, zadania do wykonania. Kiedy tego zabraknie, cała organizacja czasu spoczywa na nas samych. Przypomniałem sobie niektórych starszych znajomych, którzy zbliżali się do emerytury. Mieli podobne rozterki i zastanawiali się, co będą robić, kiedy przestaną pracować. Szczerze mówiąc, nie bardzo wtedy rozumiałem, o co im chodzi. Mówiłem im mniej więcej tak: „Gościu, w końcu odpoczniesz sobie, będziesz robił, co chcesz, i nikt nie będzie cię poganiał”. A oni na to: „No tak, ale co ja będę robił?”. Wtedy wydawało mi się to trochę dziwne. Jak można martwić się tym, że wreszcie będzie się miało czas dla siebie? No i proszę. Teraz sam zaczynam rozumieć, o czym mówili. Człowiek przez lata przyzwyczaja się do określonego rytmu życia, a kiedy nagle znika to, co go wyznaczało, pojawia się pytanie, czym wypełnić odzyskany czas. Oj, teraz to rozumiem.

Oczywiście życie tutaj też wymaga trochę pracy. Nawet zwykłe, codzienne czynności zajmują więcej czasu niż w mieszkaniu. Pieca trzeba pilnować, bo nie wystarczy podkręcić kurka i zapomnieć o sprawie. Wiele rzeczy, które gdzie indziej załatwia się jednym ruchem, tutaj trzeba zrobić samemu. Coś przynieść, coś przygotować, o coś zadbać. Nie jest więc tak, że całymi dniami będę siedział bezczynnie i zastanawiał się, co ze sobą zrobić. Tyle że zdaję sobie sprawę, że te wszystkie obowiązki nie wypełnią mi całego dnia. Zwłaszcza zimą, kiedy ogród przestanie dostarczać kolejnych zadań.

Mogę oczywiście próbować narzucić sobie jakiś plan dnia, żeby nie wpaść w pułapkę bezczynności. Mogę też po prostu korzystać z tego, co daje mi okolica. Dużo chodzić, poznawać bliższe i dalsze zakątki, a kiedy pogoda pozwoli, wsiadać na rower i ruszać przed siebie. Na pewno sporo będę też jeździł nad samo morze. W końcu nie bez powodu przeniosłem się do miejscowości nadmorskiej. Latem człowiek ma morze na wyciągnięcie ręki, ale Ustka to przecież nie tylko sezon turystyczny. Chciałbym w końcu poznać to miasteczko również poza sezonem. Jestem ciekawy, jak zmienia się miejscowość turystyczna, kiedy wyjeżdżają turyści, zamykają się niektóre lokale, a na ulicach robi się spokojniej. Jak wygląda codzienne życie w miejscu, które latem tętni życiem, a jesienią i zimą wraca do swojego zwykłego rytmu? Może właśnie teraz będę miał okazję zobaczyć Ustkę z zupełnie innej strony. Bez wakacyjnego pośpiechu, tłumów i typowo turystycznej atmosfery. A jeśli pogoda pozwoli, zawsze można wsiąść na rower i wybrać się gdzieś dalej.

Może właśnie tak powinienem podejść do tej zimy? Bez konieczności wypełniania każdej godziny jakimś zajęciem, ale też bez spędzania kolejnych dni na niczym. To dla mnie zupełnie nowa sytuacja. Pierwszy raz w życiu mam przed sobą taki okres, w którym nie czeka ani praca zawodowa, ani ogród wymagający codziennej uwagi. Nie wiem jeszcze, jak go wykorzystam. Być może dopiero w trakcie zimy znajdę sobie jakieś zajęcie, które wciągnie mnie na dłużej. Na razie pozostaje mi się przekonać, jak wygląda życie wtedy, kiedy naprawdę nie trzeba nigdzie się spieszyć.

A przy okazji jestem ciekawy, jak Wy wyobrażacie sobie życie na emeryturze. Macie już pomysł na to, jak będzie wyglądała Wasza codzienność, kiedy przestaniecie chodzić do pracy? Czy jest coś, na co już teraz brakuje Wam czasu i czym chcielibyście się zająć, gdy wreszcie będzie go więcej?



Komentarze