Dziś powstał kolejny mały kawałek ogrodu – ogródek truskawkowy przylegający do tunelu foliowego. Właściwie przez jakiś czas się przed nim broniłem. Nie byłem pewny, czy w ogóle chcę truskawki. Mam z nimi niezbyt dobre doświadczenia. Kiedyś miałem grządkę, którą skutecznie niszczyły pędraki. Do tego trzeba było o nią dbać przez cały rok, a owoców było raptem przez jakieś dwa tygodnie. Ale podczas mojego ostatniego wyjazdu do Bydgoszczy odwiedziłem kilku znajomych. Przy okazji dostałem różne rośliny, które przywiozłem ze sobą na siedlisko. Truskawki były jednym z takich prezentów - dwie odmiany: Honeoye, czyli wcześniejsza, oraz Senga Sengana, późniejsza. Pomyślałem więc: dobra, spróbuję.
Wyszły mi trzy rzędy, każdy ma około 4 metrów, czyli w sumie około 12 metrów rzędu truskawek. Jeden rząd jest z późnej odmiany, jeden z wczesnej, a jeden pół na pół. Posadziłem je mniej więcej co 30 cm w rzędzie, a między rzędami zostawiłem około 40 cm. Rozłogów raczej nie będę ukorzeniał, będę je usuwał, żeby rośliny zamiast tworzyć kolejne sadzonki, budowały mocne kępy.
Nie będzie to wielka plantacja na dziesiątki słoików przetworów. Raczej owoce do bieżącego jedzenia, czyli zerwać, zjeść i mieć z tego trochę przyjemności.
A z tym krótkim sezonem owocowania też trochę zmieniłem podejście. W końcu w wielu uprawach dbamy o rośliny przez kilka miesięcy, a zbieramy plon przez stosunkowo krótki czas. Nie ma więc sensu traktować tego jako argumentu tylko przeciwko truskawkom.Zobaczymy, jak będzie. Najwyżej za kilka lat stwierdzę, że jednak nie było warto.
Komentarze
Prześlij komentarz