Ziemniaczane plany i marzenia

Ostatnio trochę bardziej zainteresowałem się ziemniakami. Inspiracją był między innymi dawny odcinek „Boso przez świat”, ale także wpis na Facebooku użytkownika Permisie, w którym opowiadał o ziemniakach z nasion. I zapragnąłem mieć u siebie większą różnorodność ziemniaków.

Na Allegro można znaleźć nasiona ziemniaków. Tyle że te, które znalazłem, są nasionami typu F1, czyli efektem konkretnego krzyżowania. To oczywiście też może być ciekawe, ale mnie najbardziej kusiłoby coś zupełnie innego - nasiona zebrane z owoców ziemniaka, po których właściwie nie wiadomo do końca, co wyrośnie.


Trochę poszukałem też w zagranicznych sklepach i stronach poświęconych ziemniakom. Tam można znaleźć znacznie więcej takich rzeczy. Tylko że  nie chce mi się przedzierać przez obcojęzyczne strony, więc razie odpuszczam.

Można by więc teoretycznie przeznaczyć jakieś małe poletko na taki eksperyment. Posadzić kilka różnych odmian, pozwolić im zakwitnąć i zawiązać owoce, a później spróbować wysiać uzyskane z nich nasiona. Wtedy dopiero zaczęłaby się prawdziwa ziemniaczana loteria - zamiast kolejnej znanej odmiany pojawiłyby się rośliny o nie do końca przewidywalnych cechach.

Tylko czy naprawdę aż tak mocno chce mi się w to bawić? Tego jeszcze nie wiem. Na pewno chciałbym mieć u siebie kilka, a może nawet kilkanaście odmian ziemniaków, najlepiej różniących się kształtem, wielkością, kolorem skórki czy miąższu. I właściwie taki efekt mogę osiągnąć znacznie prościej: kupując sadzeniaki kilku nietypowych odmian.

Chyba więc na razie pójdę po linii najmniejszego oporu. Będę miał różnorodność, a przy okazji zobaczę, które odmiany rzeczywiście dobrze sprawdzą się w moim ogrodzie.

Tak naprawdę, gdybym mógł urządzić działkę dokładnie tak, jak mi się podoba, to większość miejsca przeznaczyłbym właśnie na ziemniaki. Niestety zakładam, że muszę uwzględniać płodozmian, więc ziemniaki nie mogą przecież cały czas rosnąć w tym samym miejscu. Gdyby jednak można było sadzić je co roku na tej samej powierzchni, moja działka wyglądałaby zupełnie inaczej. Duże pole ziemniaków i kilka grządek z czymś innym. I właściwie byłbym z takiego układu całkiem zadowolony.

A może kiedyś przyjdzie czas na większe ziemniaczane eksperymenty. Nie wszystko przecież trzeba zrobić w jednym sezonie. Tym bardziej że mam starego znajomego, który u siebie ma różne ziemniaki i  w przeciwieństwie do mnie uwielbia kombinować. Powiedział, że coś tam mi wyśle. Zobaczymy więc, co z tego mojego ziemniaczanego planowania ostatecznie wyjdzie.




Komentarze

  1. W dobra stronę.
    Święta roślina. Obserwuj Permisie..
    Wojtek ma też bloga na blogerze. Zdecydowanie.warto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie, że go obserwuję ;-) Wiele z jego koncepcji miałem okazję wypróbować na poprzedniej działce.

      Usuń
    2. Fajno, fajno... Kiedyś był.dobrubzwyczaj że na profilu w blogu można było mieć swój vlogroll czy blog ginktore się obserwuje.
      Nieźle perełki ludziska wynajdywali .

      Usuń
    3. Tutaj też byłaby taka opcja ale chyba na innym widoku. Ja celowo wybralem prosty układ, by zbytnio nacpane nie było.

      Usuń
  2. Acha...można też kartofle uprawiać przecież pionowo i na słomie..w.tomsie nie nawilem ale widziałem u ludzi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś próbowałem uprawy w workach i coś mi nie podpasowało. Próbowałem tez pomidory w butelkach wiszące do góry nogami - nigdy więcej. Mam za sobą różne facebokowe i internetowe metody - zdecydowana większość to mitologia, która u mnie nie działała.
      Dlatego teraz dość sceptycznie podchodzę do eksperymentalnych metod.

      Usuń
    2. Tia... .itam diabeł.zawsze tkwił.w szczegółach...

      Usuń

Prześlij komentarz