Skorupki jajek w ogrodzie

Uzbierało się już całkiem sporo skorupek po jajkach. Dla mnie to nie odpad, tylko kolejny surowiec nawozowy. Skorupki zmieliłem i teraz stoją sobie przygotowane do wykorzystania w ogrodzie.



Mam już około 2 kg takiego surowca. Niby sporo, ale przy powierzchni mojego obecnego ogrodu nie jest to już ilość, która mogłaby mieć większe znaczenie dla całej uprawy.


Na poprzedniej działce również zbierałem i wykorzystywałem skorupki. Tam jednak powierzchnia upraw była znacznie mniejsza. Miałem zeszyt, w którym zapisywałem, gdzie w danym sezonie je zastosowałem. Przy tamtej skali mogłem właściwie nawozić skorupkami całą działkę i uważałem, że dostarczam w ten sposób roślinom odpowiednią ilość wapnia. Tutaj sytuacja wygląda trochę inaczej. Te około 2 kg skorupek to raczej symboliczny dodatek niż rzeczywiste źródło wapnia dla całego ogrodu. Nie znaczy to jednak, że nie warto ich wykorzystywać. Jeśli będą systematycznie trafiały do gleby przez kolejne lata, te niewielkie ilości będą się przecież stopniowo sumować.

Skorupki są przede wszystkim źródłem wapnia. Nie należy jednak traktować ich jako sposobu na szybkie uzupełnienie niedoboru wapnia. Głównym składnikiem skorupek jest węglan wapnia, który słabo rozpuszcza się w wodzie. W glebie wapń ze skorupek uwalnia się więc powoli, a tempo tego procesu zależy między innymi od rozdrobnienia skorupek i warunków panujących w glebie. Dlatego skorupki są raczej nawozem długoterminowym. Po dodaniu do ziemi nie znikają od razu i nie dostarczają całej zawartości wapnia roślinom w jednym sezonie. Część może uwalniać się stopniowo przez kolejne sezony. Jeśli więc roślina rzeczywiście cierpi z powodu niedoboru wapnia, nie liczyłbym na to, że rozsypanie skorupek rozwiąże problem tu i teraz.

I właśnie teraz zastanawiam się, gdzie najlepiej je wykorzystać. Czy przeznaczyć je na przygotowanie kwatery pod czosnek zimowy, czy może wykorzystać je w jadalnym zagajniku. Na razie decyzji jeszcze nie podjąłem. Z jednej strony czosnek jest właśnie teraz w przygotowaniu do sadzenia, więc skorupki mogłyby trafić do gleby przy okazji przygotowywania kwatery. Z drugiej w zagajniku, gdzie drzewa i krzewy pozostają w jednym miejscu przez wiele lat, taki powoli uwalniany wapń miałby chyba większy sens długoterminowy.

I chyba właśnie w tym widzę obecnie największy sens wykorzystywania skorupek. Nie jako nawozu, który nagle poprawi kondycję całej działki, ale jako małego, własnego strumienia wapnia, który przez lata będzie wracał do ogrodu. Dwa kilogramy niewiele zmienią. Kilkanaście czy kilkadziesiąt kilogramów uzbieranych przez kolejne lata to już zupełnie inna historia. Dlatego skorupki nadal będę zbierał i wykorzystywał. Nie dlatego, że bez nich ogród sobie nie poradzi, ale skoro i tak powstają w kuchni, to szkoda wyrzucać coś, co może jeszcze zostać w ogrodzie wykorzystane.




Komentarze