Moje rozwiązanie związane z obrzeżami grządek, kwietników czy sadu, wykonanymi z bloczków komórkowych, nie jest typowe. Wydaje mi się, że jeśli ktoś decyduje się na obrzeża, znacznie częściej wykorzystuje kamienie, cegły czy drewno. Dlaczego więc zdecydowałem się właśnie na bloczki? Czemu nie kamienie, które niewątpliwie dodałyby ogrodowi trochę klimatu? Dlaczego nie odpowiednio ułożone cegły, które również mają swój charakter? Albo drewniane płotki?
Powodów było kilka.
Po pierwsze, szybkość i łatwość wykonania. Bloczki wystarczy wkopać w ziemię i właściwie po sprawie. Całe obrzeża w ogrodzie zrobiłem w sumie w jakieś dwa dni. Przy takiej ilości pracy miało to dla mnie spore znaczenie. Po drugie koszt. Kiedy przeliczyłem wszystko na metr bieżący obrzeża, bloczki wyszły mi po prostu taniej niż cegły. A przy dużym ogrodzie różnica zaczyna mieć znaczenie.
Jest jednak jeszcze jeden powód, który z czasem okazał się całkiem istotny i wcale nie w kategorii "fanaberie". Bloczki komórkowe nie są szczególnie twardym materiałem. Można je łatwo przyciąć, ale równie łatwo można je zarysować czy uszkodzić. Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że właśnie wymieniłem jedną z wad tego rozwiązania. Tyle że w moim przypadku ta cecha okazała się również pewną zaletą.
Od początku wiedziałem, że przy tych obrzeżach będę musiał korzystać z kosy spalinowej albo podkaszarki. Przeczuwałem też, że prędzej czy później ostrze zahaczy o któryś z bloczków. Gdyby obrzeże było wykonane z kamienia albo twardej cegły, ostrze kosy zatrzymałoby się na bardzo twardym materiale. Mogłoby to skończyć się uszkodzeniem ostrza, a w niektórych sytuacjach również niebezpiecznym odbiciem czy odłamkiem.
I jak się okazało, moje przewidywania nie były bezpodstawne. Kilka razy zdarzyło mi się, że ostrze kosy spalinowej zahaczyło właśnie o obrzeże. Efekt? Na bloczku pojawiła się rysa, ostrze się zatrzymało, ale na tym właściwie się skończyło. Kosa nie została uszkodzona, żaden odłamek nie poleciał w moją stronę. Mimo kontaktu ofiar nie było.
Oczywiście ktoś może powiedzieć: „Trzeba po prostu umieć kosić i uważać na obrzeża”. I będzie miał rację.Tyle że ja wychodzę z trochę innego założenia. Warto nie tylko starać się nie popełniać błędów, ale czasem również przewidywać te, które prędzej czy później mogą się zdarzyć. I jeśli można zawczasu tak dobrać rozwiązanie, żeby skutki własnego błędu były jak najmniejsze, to dlaczego z tego nie skorzystać? W tym przypadku kilka rys na bloczku uważam za znacznie lepszy scenariusz niż uszkodzona kosa albo sytuacja, w której twardy materiał powoduje odbicie ostrza.
Komentarze
Prześlij komentarz