Ten wpis może zostać odebrany jako marudzenie człowieka, który ma dość swoich warunków życia, miejsca, w którym żyje, i ogólnie postanowił sobie trochę ponarzekać. I może coś w tym jest. 😉 Jaki mamy klimat w Polsce, każdy wie. Mnie najbardziej uwiera w nim zima. Owszem, potrafi być ładna. Śnieg, oszronione drzewa, zimowy krajobraz… Z przyjemnością popatrzę. Tyle że na tym właściwie kończą się jej zalety. Cała reszta jest dla mnie raczej zmorą.
Mróz zatrzymuje wegetację roślin, a wraz z nim na kilka miesięcy zatrzymuje się spora część ogrodowego życia. Cały system upraw trzeba podporządkować tej długiej przerwie. Od wiosny do późnej jesieni pracy w ogrodzie przecież nie brakuje. Tyle tylko, że jeśli spojrzeć na realne zbiory, to ich największa kumulacja przypada na dwa, najwyżej trzy miesiące - od końcówki lata do jesieni.
Jasne, wcześniej też coś wpada. Sałaty, rzodkiewki, młode warzywa, później pierwsze większe zbiory. Ale potem nagle wszystko zaczyna dojrzewać jednocześnie. I zaczyna się wielka gonitwa ze słoikami, suszeniem, kiszeniem i innymi sposobami konserwowania żywności, żeby przygotować zapasy na resztę roku.
I czasem myślę sobie: a gdyby tak żyć inaczej? W innym miejscu. W innych warunkach. W klimacie bez zimy, która na kilka miesięcy zatrzymuje życie, ale też bez letniego skwaru, który potrafi zrobić z ogrodu patelnię. Wyobrażam sobie klimat łagodny, morski, subtropikalny. Zimy, podczas których temperatura zwykle utrzymuje się na poziomie kilku - kilkunastu stopni, bez długotrwałych mrozów. Lata umiarkowane, bez ciągłych upałów. Dużo zieleni, wilgoć i opady rozłożone w miarę równomiernie w ciągu roku. W takich warunkach ogród nie zasypia na kilka miesięcy. Zimą rośliny mogą zwolnić, część z nich przechodzi okres spoczynku, ale nie ma tego wyraźnego odcięcia: sezon się skończył, teraz przez kilka miesięcy nic nie będzie rosło.
I właśnie to chyba najbardziej mnie pociąga. Nie chodzi nawet o to, żeby mieć warzywa przez cały rok w takich ilościach jak latem. Chodzi o ciągłość. Moje marzenia wyglądają czasem całkiem konkretnie. Mały domek gdzieś na uboczu. Właśnie w takim klimacie. Niewielkie gospodarstwo, ogród, trochę więcej ziemi. Życie oparte w dużej mierze na tym, co daje ziemia. Oczywiście nie wyobrażam sobie tego jako sielanki. Taki styl życia oznaczałby kawał solidnej roboty. Ziemia sama się nie uprawi, a łagodny klimat nie sprawi przecież, że nagle wszystko zacznie rosnąć bez pracy. Ale od czego są marzenia? Nie muszą być w stu procentach realne. Wystarczy, że mają w sobie trochę prawdy i sporo miejsca na własne zasady.
Oczywiście od razu pojawia się pytanie: co by mi tam przeszkadzało? Pewnie inna kultura, język, zwyczaje i sposób życia. Niby oczywiste rzeczy, ale jednak takie, które człowiek bierze pod uwagę, myśląc o przeprowadzce na drugi koniec świata. Tylko z drugiej strony… gdybym rzeczywiście mieszkał gdzieś na uboczu i prowadził życie bardziej własnym rytmem niż rytmem społeczeństwa, to czy miałoby to aż takie znaczenie? Może na początku. A potem człowiek prawdopodobnie po prostu układa sobie codzienność po swojemu.
No i pojawia się pytanie najważniejsze. Czy ja w ogóle zdecydowałbym się na coś takiego? Kiedyś powiedziałbym, że raczej nie. Bo rodzina, znajomi, jakieś zakorzenienie, przyzwyczajenia. Tylko że z czasem zacząłem patrzeć na to trochę inaczej. Ta cała „sieć kontaktów” okazuje się czasem w dużej mierze zbiorem ludzi, którym mówi się dzień dobry gdzieś po drodze. Znajomi? Niby są. Tylko życie pokazuje, jak rzadko niektóre znajomości wychodzą poza okazjonalne spotkania. Więc gdyby pojawiła się realna możliwość – prawdziwa, a nie tylko taka do rozważania przy kawie, to co? Spakowałbym się. Na pewno.
Niestety po chwili trzeba wrócić na ziemię, bo to nie jest wyłącznie kwestia decyzji. To są pieniądze, których nie ma. Ale samo wyobrażenie? Tego nikt mi nie zabierze. I może właśnie dlatego od czasu do czasu lubię sobie tam wrócić. Do tego małego gospodarstwa gdzieś na końcu świata, gdzie zima nie zatrzymuje życia, tylko na chwilę je spowalnia. Nawet jeśli to gospodarstwo istnieje na razie wyłącznie w mojej głowie.

No widzisz przynajmniej marzenia masz właściwe. ;)
OdpowiedzUsuńJa wprowadziłem taką ideę w życie dość wcześnie w fazę rozpoznawczą i ogarnianie tematów z tym związanych.
Jak wiesz z wpisów podróż i by cię gdzie indziej to dla mnie chleb powszedni a zimy nie znoszę jak niczego innego no może jeszcze głodu a więc na zimę staram się zawsze stąd ewakuować na jak najdłużej się da.
Rozkminiamy zakup ze znajomym małego kawałka ziemi z jakimś istniejącymi już ścianami i dachem w okolicach innego równoleżnika na naszym kontynencie jest to w fazie rozpoznania i wstępnej wykonawczej więc marz dalej..to prowadzi do sprawczości.
Jak raz o tym rozmawialiśmy z kobietą że " zbierasz ostatnie pomidory i teraz kończysz ich zbiór zamiast dosadzać nowe"
A que lo parte un rayo!
Też kiedyś bardzo lubiłem podróżować. Jako nauczyciel miałem ten luksus, że wakacje były niejako wpisane w zawód. 😉 Szczególnie lubiłem Turcję. Co prawda pierwszy wyjazd zakończył się „zemstą sułtana” 😁, ale nauczka pozostała i kolejne wyjazdy odbywały się już bez takich atrakcji.
UsuńPiszesz, że marzenia prowadzą do sprawczości. Wiesz co? Nie mówię, że nie. Tyle że chyba niekoniecznie teraz, bo niby jak? 😉 Ale sprawa wcale nie jest przesądzona. Może kiedyś, na tej mitycznej emeryturze, a może nawet za kilka lat. Nie wiem.
Fajnie by było. I tak jak już kiedyś pisałem – gdybym miał teraz realną możliwość spędzania zim w cieplejszym miejscu, pewnie długo bym się nie zastanawiał. 😁 Na razie jednak pozostaje mi marzyć i zobaczyć, dokąd mnie to kiedyś zaprowadzi.
A swoją drogą ciekawi mnie, co wyjdzie z Waszego rozpoznania tego kawałka ziemi. Może kiedyś będziesz mi zimą przesyłał zdjęcia spod palm, a ja będę Ci wysyłał zdjęcia zmarzniętych grządek. 😂
No wiesz ja jeszcze przez 5 lat to muszę pobyć a później chcę jednak być w ciepłym.
UsuńTeraz co roku znikamy ale żona po miesiącu musi wracać.
Ostatnio zimą za 800 zł za sammtranspoty na głowę dojechaliśmy do granicy Gwinea Bissau.. więc rodaczek nie kwestia kasy cię trzyma. :)
Jak się nie znajdzie jakaś. Promują do Azji ( tańsze życia na codizenale drogie przeloty) to znów powtórzymy opcjenzimy na Sahelu przy oceanie.
Btw. Nie uwierzysz jako perelki są dostępne za 20 k euro w Hiszpanii. Ale tam sytuacja jest na zakręcie...więc trza śledzić...
Też ci ty parę razy chciałem.wstawic foto ale masz zablokowana opcje dodawania ich w komentarzach.
Technicznie na razie.
UsuńJa nic nie blokowałem. Korzystam z ustawień domyślnych.
Próbowałem się dokopać, czy da się włączyć dodawanie zdjęć w komentarzach, ale niestety nie znalazłem takiej opcji. Podejrzewam na to, że Blogger po prostu tego nie umożliwia.
UsuńA szkoda, bo komentarz ze zdjęciem, na którym mógłbyś pokazać, jak coś wygląda u Ciebie albo jak Ty coś zrobiłeś, bardzo wzbogaciłby dyskusję. Przy tematyce ogrodowej (i nie tylko) byłoby to szczególnie fajne, czasem jedno zdjęcie mówi więcej niż kilka zdań opisu.
dokładnie!
OdpowiedzUsuńkurcze! kiedys byla taka opcja... cos w szablonie trzeba było pogmerac.
jakies podstawy html trza było mieć. ale sie dało jakos,
No to niestety - nie umiem tego zrobić i nie chce za bardzo kombinować. Html - pojęcie znam jedynie z nazwy ;-)
Usuńwlasciciel bloga chyba musiał miec wlaczona mozliwoc umieszczania tagow html w komentarzach,a komentujacy majac fotke najakims hostingu mogl tam wkleic jej adres... byc moze to zablokowali
OdpowiedzUsuńNie znalazłem tego w ustawieniach niestety. Może jest w innym szablonie, jednak samego szablonu już zmieniać nie chcę.
UsuńJasne!
UsuńDzięki, że poszukałeś. Zdjęcie zawsze można gdzieś wrzucić i się linkiem doń podzielić.
A zdjęcia umiesCzane na blogu gdzie masz hostowane ?
Cooooo? Nie znasz HTMLl i CSS ???
Smotritie kak riebiata skuczno żywut
;-D
"A zdjęcia umiesCzane na blogu gdzie masz hostowane ?" - nie wiem. Po prostu jest opcja wstaw zdjęcie. A gdzie ono jest, czy na osiołku, czy na koniu, to już nie wiem ;-)
Usuń"HTMLl i CSS" i widzisz? O ile wiem co to jest html to już nie wiem co to css - musiałem sprawdzić.
No widzisz, Rabe… HTML-u nie znają, CSS-u nie znają, zdjęć nie potrafią hostować… i jeszcze podobno ogródek uprawiają. Strasznie nudne życie. 😂
Jak.wogole takim sie żyć udaje :) ;)
UsuńZ przyzwyczajenia ;-)
UsuńNie zapominajmy o fizyce... :) ....czyli ....I rozpedu
Usuń👍
Usuń