Kompot ze zdziczałych gruszek

 W okolicy udało mi się zebrać całkiem sporo zdziczałych gruszek. Część oczywiście zjadłem na bieżąco, więc ostatecznie do przerobienia zostało już niewiele. Ale szkoda było i tego nie wykorzystać, więc zrobiłem kompot.


Wykonanie równie proste jak w przypadku każdego kompotu. Gruszki umyłem, obrałem, pokroiłem na plastry i włożyłem do przygotowanych słoików. Do każdego dodałem 2–3 łyżki cukru, a następnie zalałem wrzątkiem. Do kilku dodałem goździki. 



Słoiki zakręciłem i wstawiłem do garnka wyłożonego ściereczką. Zalałem wodą mniej więcej do wysokości zakrętek i pasteryzowałem około 15–20 minut od momentu zagotowania wody. Po wyjęciu odstawiłem je do wystygnięcia, a kiedy ostygły, sprawdziłem, czy wieczka dobrze się zassały. I do spiżarki.

Przy okazji po raz kolejny zadziwia mnie coś, co przecież doskonale rozumiem od strony biologicznej. Ta zdziczała grusza nie była szczególnie mocno porażona rdzą gruszy. Tymczasem grusze w ogrodzie wymagają ochrony przed rdzą i innymi chorobami.

Wydaje mi się, że w naturze takie drzewa przez lata poddawane są presji chorób, szkodników, suszy, mrozu i innych niekorzystnych warunków. Przeżywają i rozmnażają się przede wszystkim te osobniki, które są do miejscowych warunków lepiej przystosowane. To w pewnym sensie naturalna selekcja, działająca przez wiele pokoleń.

W sadzie mamy zupełnie inną sytuację. Sadząc konkretną odmianę, wybieramy ją najczęściej ze względu na smak, wielkość owoców czy termin dojrzewania, a niekoniecznie odporność na wszystkie choroby. Do tego drzewa rosną w większym zagęszczeniu, często w dość jednolitym materiale odmianowym. Patogenom łatwiej więc znaleźć odpowiedniego żywiciela i się rozprzestrzeniać.

Mimo że mechanizm rozumiem, nadal zadziwia mnie, jak dobrze niektóre zdziczałe drzewa radzą sobie bez naszej pomocy. Rosną gdzieś przy drodze czy na skraju lasu, nikt ich nie opryskuje, nie nawozi, nie przycina, a mimo wszystko potrafią co roku wydać całkiem przyzwoite owoce.

Tym razem również nie wyszła żadna wielka produkcja - raptem kilka słoików. Ale właśnie o to chodzi. Skoro w okolicy rosną zdziczałe drzewa owocowe i można z nich coś zebrać, to dlaczego tego nie wykorzystać? Kilka słoików zawsze się przyda.





Komentarze