Kapuśniak na później

Dość duży garnek kapuśniaku zrobiony. Trafiły do niego moje własne: kapusta, marchew i seler. Ziemniaki kupiłem, podobnie jak udka drobiowe. Gotowy kapuśniak zawekowałem, wkładając do każdego słoika po jednym udku. Wyszedł dość gęsty, ale właściwie nawet mi to odpowiada. Zimą można przecież zawsze dolać trochę wody i podgrzać. Słoiki pasteryzowałem dwukrotnie, żeby zwiększyć szanse na bezpieczne przechowywanie przez dłuższy czas.


I przy okazji znowu pomyślałem o tym, jak bardzo sposób przechowywania żywności zależy od tego, jak żyjemy. Nie mam zamrażalnika, więc nie mogę po prostu kupić większej ilości mięsa, podzielić na porcje i wrzucić wszystkiego do środka. Ale wcale nie oznacza to, że muszę z mięsa zrezygnować albo kupować je za każdym razem, kiedy chcę ugotować coś konkretnego. Mogę zrobić inaczej. Mięso może być częścią gotowego dania, które przygotowuję w większej ilości i przechowuję w słoikach. Tak robiłem już z bigosem czy fasolką po bretońsku, a teraz doszedł do tego kapuśniak.

I chyba właśnie taki sposób coraz bardziej mi odpowiada. Zamiast próbować odtworzyć w tych warunkach sposób życia, do którego przywykliśmy, po prostu szukam rozwiązań pasujących do mojego obecnego życia. Nie mam zamrażalnika? To korzystam ze słoików. Nie muszę mieć wszystkiego dokładnie tak, jak w typowym domu. Ważne, żeby rozwiązanie było dla mnie praktyczne.

A przy okazji całkiem przyjemnie jest wiedzieć, że w spiżarni czeka kilka gotowych obiadów, które wystarczy kiedyś otworzyć i podgrzać.




Komentarze