Jednak postanowiłem kupić turystyczną lodówkę z zamrażarką. Powodów jest kilka. Przede wszystkim coraz bardziej widzę, że możliwość kupienia większej ilości mięsa, albo choćby kości na zupę czy innych potraw, byłaby dla mnie istotna. Nie chodzi mi o jakieś wielkie zapasy. Wręcz przeciwnie. Chodzi raczej o to, żeby móc kupić kilka kilogramów mięsa i mieć je potem przez kilka tygodni, a może nawet miesięcy.
Oczywiście mogłem pójść w inną stronę. Mogłem przygotowywać większe ilości zup czy innych potraw i wekować je w słoikach. Zresztą taki właśnie miałem początkowo plan i niewykluczone, że nadal będę to robił. Tyle że czasem mam ochotę na coś zupełnie innego. Na przykład na smażoną wątróbkę. Albo na cokolwiek innego, czego po prostu nie da się zastąpić kolejnym słoikiem zupy.
Nie chodzi przy tym o to, że nie mam ochoty uczyć się nowych sposobów konserwowania mięsa. Po prostu nie bardzo widziałem u siebie zastosowanie dla schabu dojrzewającego, sało czy innych rodzajów przetworzonego mięsa. Owszem, mogłoby to być ciekawe, ale nie rozwiązywałoby mojej podstawowej potrzeby. Chodzi mi przecież o możliwość wyjęcia kawałka mięsa i ugotowania z niego czegoś, na co akurat mam ochotę. Udka do zupy, kawałka mięsa do obiadu, kości na wywar. Zapewne dałoby się i takie rzeczy jakoś konserwować, ale oznaczałoby to kolejne zmiany w sposobie gotowania i jedzenia. A ja nie chcę aż tak bardzo zmieniać swoich kulinarnych przyzwyczajeń. Ogród i przetwory już sporo w nich zmieniły. Chcę korzystać z tego, co mogę sam wyprodukować i przechować, ale jednocześnie móc czasem po prostu wyjąć z zamrażarki kawałek mięsa i ugotować z niego to, na co mam ochotę. Dlatego zamrażarka wydała mi się po prostu najprostszym rozwiązaniem.
Nie jest to żadna duża zamrażarka. To niewielkie, turystyczne urządzenie, więc możliwości przechowywania w nim plonów z ogrodu będą raczej ograniczone. Zresztą nie to było głównym powodem zakupu. Chodziło przede wszystkim o możliwość kupienia mięsa czy innych produktów w większej ilości i przechowania ich na później.
Pojawił się być może problem prądu, w końcu moja instalacja nie jest duża. Mam niewielkie panele i akumulatory, a oprócz lodówki odbiornikami prądu jest oświetlenie, telefon, czasem inna elektronika. Nie chciałem więc kupować dużej zamrażarki, która będzie dla całego systemu poważnym obciążeniem.
Ta turystyczna ma jednak tę zaletę, że jest kompresorowa i pracuje na 12 V, więc nie trzeba było kupować przetwornicy, która powodowałaby dodatkowe straty energii. Jej pobór podczas pracy nie jest mały, ale kompresor nie działa przecież bez przerwy. Uznałem więc, że zamiast z góry zakładać, że instalacja sobie poradzi albo sobie nie poradzi, po prostu będę obserwował, jak wygląda to w praktyce.
Nie zamierzam robić żadnych szczegółowych pomiarów zużycia energii. Mam wyświetlacz regulatora ładowania, więc będę po prostu kontrolował stan akumulatora i zwracał uwagę na to, jak zachowuje się instalacja przy gorszej pogodzie. Jeśli przez kilka pochmurnych dni poziom naładowania zacznie wyraźnie spadać, będę wiedział, że trzeba będzie odpowiednio reagować. Jak? Tego jeszcze nie wiem. Może zwyczajnie trzeba będzie wyjeść zawartość zamrażalnika i szybko wzmocnić instalację. Będę też starać się też mieć naładowany powerbank, żeby w czasie kilku pochmurnych dni móc w razie potrzeby zasilać z niego telefon i część oświetlenia, zamiast dodatkowo obciążać instalację.
Właściwie właśnie tak chcę do tego podejść - bez budowania od razu większej instalacji i bez robienia z tego projektu technicznego. Kupiłem niewielkie urządzenie, zobaczę, jak sprawdzi się w codziennym użytkowaniu, i będę po prostu pilnował, czy mój system energetyczny daje sobie z nim radę.
Oczywiście taka mała zamrażarka ma też swoje ograniczenia. Przede wszystkim nie jest to urządzenie, w którym można jednocześnie mieć chłodziarkę i zamrażarkę. Jest jedna komora, więc albo chłodzę jej zawartość, albo ją zamrażam. Na moje potrzeby nie jest to jednak wielki problem.
Być może zimą, jeśli przyjdą wyraźne i utrzymujące się mrozy, będę mógł rozważyć jej wyłączenie. Zamrożone produkty można wtedy teoretycznie przechowywać na zewnątrz, oczywiście pod warunkiem, że temperatura rzeczywiście będzie odpowiednio niska i stabilna. Wtedy zamrażarka nie musiałaby zużywać prądu, a jej zawartość mogłaby pozostać zamrożona dzięki warunkom zewnętrznym.
Zamrażalnik dotarł, od razu sprawdziłem, czy rzeczywiście mrozi. Mrozi. Na dniach jadę więc po zakupy mięska. Trochę drobiu, trochę podrobów, może kawałek mięsa na obiad i oczywiście trochę kości na zupy i wywary. Poporcjuję wszystko, powkładam do zamrażalnika i zobaczę, jak to rozwiązanie sprawdzi się w praktyce.
Komentarze
Prześlij komentarz