Niedawno kupiłem płynną grzybnię kani. Większość zrobiłem zgodnie z instrukcją. Szpadlem odkryłem kawałek darni w trawniku, wlałem około 10 ml cieczy i przykryłem z powrotem. Takich punktów zrobiłem kilkanaście, większość na trawniku.
No dobrze, ale po co mi właściwie kanie? Na grzybach za bardzo się nie znam. Uznałem jednak, że warto mieć jakieś przy domu. Skoro mam trawnik, to dlaczego nie spróbować mieć na nim również własnych grzybów?
Nie wszystkie punkty potraktowałem jednak tak samo. W kilku miejscach po prostu wylałem próbkę bezpośrednio na trawnik. Nie chciało mi się za każdym razem dziurawić darni i odsłaniać kawałka ziemi. Pomyślałem zresztą, że w naturze nikt specjalnie nie przygotowuje miejsca dla grzybni.
Czy to zadziała? Zobaczymy. Na pewno nie liczę na kanie w tym roku. Jeśli wszystko pójdzie dobrze, może za 2–3 lata będę miał własne grzyby przy domu. A jeśli się nie uda? No cóż. Nie każda inwestycja przynosi zysk lub zwrot. 😉



Komentarze
Prześlij komentarz