Czy potrzebuję zamrażarki?

Jest jedna kwestia, którą muszę jeszcze jakoś rozwiązać. Nie jestem wegetarianinem. Jadam mięso. Co prawda w dość małych ilościach, może raz czy dwa razy w tygodniu, ale jednak. Nie ma tutaj żadnej reguły. 


Czasem mięso jest w zupie, czasem w jakimś innym obiedzie, czasem przez kilka dni w ogóle go nie jem. I właśnie dlatego pojawił się pewien problem. 

Nie bardzo mam ochotę co tydzień wsiadać na rowerek i jechać do sklepu tylko po małą porcję mięsa na obiad. Zacząłem więc myśleć o zamrażarce. Tylko że w moich warunkach nie chodzi o zwykłą zamrażarkę. Potrzebowałbym czegoś małego, turystycznego, mniej więcej 15 - 20 litrów. Tyle w zupełności by mi wystarczyło. Jednak to urządzenie, które wymaga prądu. A moja instalacja elektryczna to dwa panele -  jeden o mocy 50 W, drugi o mocy 20 W. Do tego dwa akumulatory - 33 Ah oraz 18 Ah. Do tej pory taki układ właściwie mi wystarcza. Mam światło, korzystam z elektroniki, czasem ładuję akumulatory do elektronarzędzi. Nie siedzę więc po ciemku i nie zastanawiam się przy każdym włączeniu telefonu, czy wystarczy mi prądu do rana.

Ale zamrażarka to coś zupełnie innego. Ona nie jest urządzeniem, które włączę na godzinę i wyłączę. Musi pracować cały czas. Oczywiście sprężarka nie chodzi bez przerwy, ale jednak dochodzi mi kolejny stały odbiornik energii.

Próbowałem sobie policzyć, jak wyglądałoby zapotrzebowanie takiej zamrażarki i ile energii musiałyby dostarczać panele. Latem wygląda to całkiem dobrze. Problem zaczyna się wtedy, kiedy dni robią się krótkie, słońce jest nisko, a przez kilka dni jest pochmurno. Może by wystarczyło. Może nie. A może wystarczyłoby na styk, co w przypadku instalacji off-grid nie jest chyba najlepszą sytuacją.

Wtedy bezpieczniej byłoby kupić drugi, mocniejszy panel. Tylko że zaczyna się robić ciekawie, bo nagle nie kupuję już po prostu małej zamrażarki. Kupuję zamrażarkę, dodatkowy panel, być może potrzebuję też większego zapasu energii i właściwie zaczynam rozbudowywać cały system tylko po to, żeby mieć kilka porcji mięsa. Sama porządna zamrażarka turystyczna, czyli kompresorowa, a nie najprostsze urządzenie chłodzące, to wydatek rzędu co najmniej 600 zł. Do tego dochodzi panel. W sumie robi się z tego mniej więcej 1000 zł.

Przy okazji może wyjaśnię jedną rzecz, która komuś może się wydać dziwna. Mam dwa niewielkie panele zamiast jednego większego. Na poprzedniej działce ROD miałem jeden panel 20 W i tam w zupełności mi wystarczał. Kiedy przeniosłem się tutaj, od początku wiedziałem, że 20 W będzie za mało. Zamiast wymieniać działający panel na większy, po prostu dokupiłem drugi. I tak zostałem z dwoma panelami, obecnie 50 W i 20 W, czyli razem 70 W.

I tutaj właśnie zacząłem się zastanawiać, czy ma to w ogóle sens. Bo nie chodzi przecież o to, że potrzebuję zamrażarki jako takiej. Potrzebuję kilku porcji mięsa. To dość istotna różnica. Moje życie tutaj z założenia ma być proste. Nie chcę budować kolejnej infrastruktury tylko dlatego, że jakieś urządzenie byłoby wygodne. Z drugiej strony nie jestem też ascetą i jeżeli coś rzeczywiście poprawia codzienne funkcjonowanie, to nie mam problemu z kupieniem tego. Tylko czy w tym przypadku korzyść jest wystarczająca? Może zamiast zamrażarki powinienem wykorzystać to, co już potrafię robić.

Przetwory. Pierwsza możliwość, która przyszła mi do głowy, to przygotowanie zapasu mięsa w słoikach. Na przykład ugotowane udka w wywarze, podzielone na porcje. Oczywiście mięso to zupełnie inna sprawa niż ogórki czy kapusta i tutaj nie zamierzam eksperymentować z bezpieczeństwem. Jeżeli poszedłbym w tę stronę, zastosowałbym pełną, prawidłową tyndalizację. Zaletą byłoby to, że nie potrzebuję ani dodatkowego prądu, ani dodatkowego panelu, ani żadnego urządzenia pracującego przez całą dobę. Robię zapas raz na jakiś czas i później po prostu sięgam po słoik.

Jest jeszcze prostsza możliwość. Konserwy mięsne. Mogę kupić zapas dobrej jakości konserw i mieć je jako  okazjonalną porcję mięsa. Do gotowania nie będą tak uniwersalne jak surowe mięso czy mięso przygotowane w wywarze, ale przecież nie muszą. Mogę nadal gotować tak jak dotychczas, czyli na skwarkach, smalcu, z wykorzystaniem tego, co mam z ogrodu a od czasu do czasu otworzyć konserwę i po prostu zjeść mięso. I zaczynam się zastanawiać, czy właśnie takie rozwiązanie nie jest bardziej zgodne z tym, jak właściwie chcę tutaj żyć.

Bo z jednej strony zamrażarka jest bardzo wygodna. Mogę kupić kilka porcji mięsa, wrzucić je do środka i mieć problem rozwiązany. Z drugiej strony za tą wygodą pojawia się około tysiąca złotych wydatku i kolejny element, który trzeba zasilać. Latem pewnie nie byłoby większego problemu. Gorzej zaczyna się robić wtedy, kiedy słońca jest mało. A przecież cały mój obecny system działa właśnie dlatego, że nie mam wielkich odbiorników prądu. Nie potrzebuję wiele i dzięki temu 70 W paneli wystarcza mi do całkiem normalnego funkcjonowania.

Czy warto więc zmieniać ten układ dla kilku porcji mięsa w tygodniu? Na razie sam nie mam odpowiedzi. Może najprościej będzie zrobić zapas mięsa w słoikach. Może konserwy okażą się wystarczające. A może jednak wygoda ma swoją cenę i po prostu dołożę panel oraz małą zamrażarkę.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której pomyślałem. Efekt Diderota. Dzisiaj kupię zamrażarkę, bo chcę mieć kilka porcji mięsa. A za jakiś czas może się okazać, że skoro mam już więcej prądu, to przydałaby się pralka. A skoro pralka, to może jeszcze coś innego. I nagle z jednej, całkiem niewielkiej potrzeby zaczyna się robić cała lista nowych potrzeb. Tego też trochę chciałbym uniknąć.

I chyba właśnie to jest ciekawe w takim życiu. Człowiek zaczyna inaczej patrzeć na rzeczy, które wcześniej były oczywiste. W mieście kupienie małej zamrażarki oznaczało po prostu kupienie małej zamrażarki. Tutaj trzeba się najpierw zastanowić, skąd weźmie się prąd, kiedy będzie go najwięcej, kiedy będzie go najmniej i czy urządzenie jest warte całej reszty. I nagle okazuje się, że pytanie nie brzmi już: „Czy potrzebuję zamrażarki?”. Tylko: „Czy naprawdę potrzebuję zamrażarki aż tak bardzo, żeby budować pod nią cały kolejny element mojego małego, niezależnego systemu?”



STRONA GŁÓWNA BLOGA


Komentarze