Boróweczki wykopałem - czekają na kwaśny torf

  Kolejny etap budowy zagajnika jadalnego zakończony. No, prawie 😉 Wykopałem z niego borówki. A właściwie nie wszystkie, bo jedna nadal owocuje, więc z nią jeszcze chwilę poczekam. Te, które mogłem już wykopać, są na razie zabezpieczone w donicach i spokojnie mogą tak poczekać tydzień.


Na razie ich jednak nie sadzę. Powód jest dość prozaiczny – nie mam jeszcze odpowiedniej ilości kwaśnego torfu. Mam raptem jeden worek. Teoretycznie na początek pewnie by wystarczyło, ale nie chcę robić tego „żeby było dobrze na teraz”. Chcę przygotować im miejsce tak, żeby rzeczywiście działało przez lata i żebym za kilka lat nie musiał się zastanawiać, czy torfu było jednak za mało.



Dlatego będę trzymał się zasady około 40–50 litrów torfu na jeden krzew, wymieszanego trochę z ziemią ogrodową i obornikiem. Czyli przede mną jeszcze zakup co najmniej czterech worków torfu. To załatwię na dniach, a wtedy borówki będą mogły trafić już na swoje docelowe miejsce.

Na miejsce po borówkach już czekają drzewka i krzewy. Mam do posadzenia dwie pigwy oraz porzeczkę czerwoną. Co mi zajmie pewnie najwięcej czasu? Łażenie po tych moich wielkich hektarach i zastanawianie się co gdzie dokładnie. W końcu muszę uwzględnić odległości i przyszły wzrost posadzonych roślin. 


A oto miejsce na moje boróweczki. Wzdłuż ogrodzenia. Także niebawem będą tu nasadzenia, oj będą... Obecnych borówek mam 4. Kolejne 9 w drodze do mnie... Mało nie będzie. Lekki miks odmian, ale to dobrze. 




Komentarze