Zmieniłem klimat wnętrza domku

Postanowiłem trochę zmienić wystrój domku. Dotychczas było w nim dość surowo. Niczego właściwie nie brakowało, ale brakowało trochę tego domowego klimatu. Zacząłem od ścian. Chciałem, żeby wyglądały bardziej ceglano, więc sprawę załatwiła okleina ścienna. 


Do tego kupiłem kilka obrazków i od razu zrobiło się przytulniej. Dość długo zastanawiałem się też nad samymi obrazami. Jeden większy czy kilka mniejszych? Ile ich powiesić? I przede wszystkim jakie wybrać? Ostatecznie zdecydowałem się na kilka mniejszych. W niewielkim domku duży obraz prawdopodobnie zbyt mocno zdominowałby ścianę. A nie o to mi chodziło. Obraz ma być dodatkiem, który uzupełnia wnętrze, a nie głównym motywem całej ściany.



Doszła też lampa naftowa. I akurat w jej przypadku nie chodziło tylko o klimat. W poprzednim mieszkaniu nawet nocą nigdy nie było naprawdę ciemno. Światła uliczne wpadały przez okna i cały czas delikatnie oświetlały pokój. Tutaj jest zupełnie inaczej. W nocy jest po prostu ciemno. Jedynymi światłami elektrycznymi w okolicy mojego domku są właściwie te, które sam włączę. Nie mogłem się do tego przyzwyczaić. Z jednej strony całkowita ciemność była dla mnie czymś nowym, z drugiej kiedy włączałem światło elektryczne, robiło się zwyczajnie za jasno. Szczególnie wieczorem, kiedy człowiek chce już trochę zwolnić. I tutaj świetnie sprawdziła się lampa naftowa. Daje tylko delikatne światło, właściwie lekki półmrok. Można przy niej spokojnie posiedzieć, coś przeczytać czy przygotować sobie kolację, ale nie rozświetla całego pomieszczenia jak żarówka. No i przy okazji tworzy klimat, którego żadna zwykła lampa elektryczna chyba nie potrafi stworzyć.

Pojawił się też wazon. Wcześniej nie miałem w domku czegoś takiego, a okazuje się, że nawet kilka ciętych kwiatów potrafi sporo zmienić. Niby drobiazg, a wnętrze od razu wygląda bardziej jak dom, a mniej jak zwyczajna, użytkowa przestrzeń. 

Kwiaty w wazonie to zresztą nie będzie jednorazowy dodatek. Liczę na to, że od wiosny aż do jesieni będę miał czym go wypełniać. Nie zamierzam kupować kwiatów. Chcę przede wszystkim korzystać z tego, co rośnie w okolicy.

Wiosną mogą to być choćby  kwitnące gałązki. Latem pojawią się krwawniki, chabry, wrotycz czy różne dzikie kwiaty łąkowe. Jesienią z kolei można wykorzystać choćby nawłoć czy kwitnące późno rośliny z ogrodu. A co zimą? Wtedy zamiast kwiatów mogą pojawić się w wazonie gałązki. Niektóre z nich po przyniesieniu do ciepłego domku zaczną rozwijać pąki, dając namiastkę wiosny w środku zimy. Dzięki temu wazon właściwie przez cały rok może mieć coś nowego. Będę po prostu korzystał z tego, co daje okolica i własny ogród. Swoje dołożą też kwiaty, które będę uprawiał w ogrodzie. Dzięki temu wazon będzie mógł się zmieniać razem z porami roku. I chyba właśnie to podoba mi się najbardziej - będzie częścią tego, co dzieje się wokół domku.

Na razie nie planuję też typowych kwiatów doniczkowych na parapetach. Powód jest dość prosty - chcę zostawić tam miejsce na ewentualne rozsady, które będę przygotowywał zimą i wczesną wiosną. W niewielkim domku każdy kawałek miejsca ma swoje zastosowanie, więc nie chcę zajmować parapetów roślinami, które będą tam stały przez cały rok. Ale kto wie - może z czasem zmienię zdanie i jakiś kwiat doniczkowy jednak się pojawi.

Starałem się nie przesadzić z dodatkami. Nie chciałem zagracić mebli i półek mnóstwem różnych pierdół, które do niczego nie służą, a jedynie zdobią i zbierają kurz. Nie zależało mi na tym, żeby każdą wolną powierzchnię czymś zapełnić. Wolę kilka rzeczy, które rzeczywiście mi się podobają, niż dziesiątki przypadkowych ozdób.

Właśnie o to mi chodziło przy zmianie wystroju. Nie chcę robić z domku wystawy pełnej ozdób. Ma być nadal prosty i funkcjonalny, ale jednocześnie trochę bardziej przytulny i mój. Kilka obrazków, wazon z kwiatami i lampa naftowa. Niewiele, ale wystarczyło, żeby zrobiło się bardziej domowo.




STRONA GŁÓWNA BLOGA

Komentarze