Bób w tym roku wysiałem niewiele. Trochę zjadłem, trochę zostawiłem na nasiona. Właśnie zebrałem już całość z grządki, a nasiona wyłuskam za jakiś czas.
Niestety, wiele z nich jest zaatakowanych przez strąkowca bobowego. Niby nic wielkiego - w młodych nasionach ślady żerowania są właściwie ledwo widoczne. Jeśli okaże się, że bób i strąkowiec to nierozłączny duet przy uprawie bez chemii, mogę zrezygnować z bobu. To i tak dla mnie jedynie pokarm sezonowy.
Nasiona dobrze wysuszę i zostawię na zimę. Nie mam zamrażarki, więc liczę na naturalne zimowe mrozy, które być może ograniczą szkodnika. Wiosną zobaczę, ile nasion zachowa zdolność kiełkowania i wysieję przynajmniej część z nich.
Bób można oczywiście konserwować w słoikach – robiłem to. Niestety, miałem spory procent nieudanych przetworów, bo bób lubił się psuć. A kiedy już przetwór się udał, smakowo też nie było to dla mnie nic szczególnego.
Dlatego na razie obserwuję sytuację. Zobaczymy, czy strąkowiec bobowy okaże się tylko drobną niedogodnością, czy jednak sprawi, że bób wypadnie z mojego ogrodowego jadłospisu.
Komentarze
Prześlij komentarz