Zebrałem cebulki kępkowe

Właśnie zebrałem cebulki kępkowe. Nazywam je tak zbiorczo, bo do końca nie mam pewności, czym dokładnie są. Kilka lat temu pojawiły się na mojej poprzedniej działce i od tamtej pory mi towarzyszą. Jedną dostałem od sąsiada jako cebulę „rodzinną”, inne od kolejnego sąsiada jako „kartoflanki”. Dotychczas traktowałem je jako jedne z kilku różnych cebulek, trochę jako ciekawostkę – małe cebule, z którymi do końca nie wiadomo, co właściwie zrobić. Nie uprawiałem ich zresztą w większej ilości. Najczęściej trafiały do marynat.


Tutaj sytuacja będzie wyglądać inaczej. Praktycznie cały tegoroczny zbiór przeznaczę na sadzenie w kolejnych sezonach. Podsuszę cebulki i zachowam je jako własny materiał do rozmnażania.

Jeżeli ich uprawa się powiedzie, przestanę kupować cebulę dymkę do sadzenia. Będę miał własne cebulki, które co roku mogę przeznaczyć na kolejny sezon. A że są małe? Trudno. Na początku najważniejsze jest dla mnie to, żeby mieć własny materiał i móc go stopniowo namnażać. Z czasem może tych cebulek będzie po prostu coraz więcej.

I właśnie w tym widzę ich dużą wartość w kontekście samowystarczalności. Będę miał kolejne warzywo, które mogę rozmnażać samodzielnie, bez konieczności kupowania materiału na następny sezon. A cebula jest moim zdaniem jednym z ważniejszych warzyw w ogrodzie. Używa się jej przecież niemal przez cały rok i do naprawdę wielu potraw.

Tym razem więc cebulki nie trafią do słoików. Zamiast tego wrócą do ziemi. I mam nadzieję, że z roku na rok będzie ich coraz więcej.



STRONA GŁÓWNA BLOGA

Komentarze