Używam ChatGPT. Może nie jakoś nagminnie, jak przedstawiają to niektóre memy, jednak uważam, że jest to całkiem dobre narzędzie dla mnie. Kiedy i w jakim celu? Oto kilka sytuacji.
Rozpoznanie na podstawie zdjęcia. Czasem chodzi o jakiś gatunek rośliny, czasem o chorobę. Tutaj ChatGPT daje mi wstępną diagnozę. Potem oczywiście sprawdzam, czy aby na pewno ma rację. Wolę tę metodę niż pytanie na grupach ogrodniczych. Dlaczego? Nie raz pytałem jeszcze kiedyś na grupach, na przykład o to, co zaatakowało moje rośliny. Wśród najczęstszych odpowiedzi były przechwałki, że u kogoś tam nic nie choruje. Albo polecanie metod z pogranicza mitologii, jak oprysk mlekiem ziemniaków już dość mocno porażonych zarazą. Zwyczajnie nie mam ochoty przedzierać się przez mnóstwo bzdur i samemu selekcjonować odpowiedzi. ChatGPT, czy zresztą dowolny inny asystent AI, wskaże mi kilka możliwych diagnoz. Ja potem i tak doczytuję, porównuję i sprawdzam. Jest to dla mnie po prostu szybsze i skuteczniejsze.
Bardzo chętnie korzystam z pomocy na grupach ogrodniczych, gdy chcę poznać opinię żywego człowieka albo skorzystać z czyjegoś osobistego doświadczenia. Nie traktuję grup ogrodniczych i AI jako konkurencyjnych źródeł informacji. Po prostu korzystam z nich w różnych sytuacjach. Literatura i publikacje to jedno, a czasem życie pokazuje coś zupełnie innego. Doświadczenie drugiego człowieka potrafi być zwyczajnie bezcenne. Ktoś może przez kilka lat uprawiać konkretną roślinę, wypróbować różne metody i wiedzieć z praktyki coś, czego nie znajdę w żadnej książce.
ChatGPT oczywiście nie ma czegoś takiego jak osobiste doświadczenie. Nie uprawiał roślin, nie miał własnego ogrodu i nie może powiedzieć: „u mnie to zadziałało”. Może natomiast zebrać i uporządkować informacje, wskazać możliwe przyczyny problemu czy podpowiedzieć, czego dalej szukać.
Czasem piszę wpis i potrzebuję do niego grafiki. Nie zawsze jestem w stanie zrobić zdjęcie pasujące do treści. Wtedy grafika wygenerowana przez AI sprawdza się całkiem dobrze. Mam jednak jedną zasadę – grafika ma być zrobiona tak, żeby nie było wątpliwości, że jest wygenerowana. Nie chcę udawać, że zrobiłem zdjęcie czegoś, czego w rzeczywistości nie sfotografowałem.
Czasem wpis jest po prostu dość chaotyczny. Widzę to i wtedy ChatGPT sprawdza się jako redaktor. Porządkuje tekst, poprawia błędy i pomaga nadać mu sensowną strukturę.
Potem i tak poprawiam wpis po swojemu. Coś dopisuję, coś zmieniam, czasem coś wyrzucam. Bardzo często tekst napisany przez ChatGPT nadal wymaga ode mnie poprawek. Kto jest wtedy autorem? Nadal ja. To ja jestem autorem treści. Ja decyduję, o czym ma być napisane i co chcę przekazać. ChatGPT jest dla mnie narzędziem – podobnie jak edytor tekstu czy program do obróbki zdjęć. Pomaga mi szybciej zrobić pewne rzeczy, ale nie zastępuje mnie w tworzeniu treści.
Jeszcze kilka lat temu miałem osobne aplikacje do rozpoznawania roślin. Osobne do rozpoznawania chorób. Osobne do różnych innych rzeczy. Dzisiaj wystarczy mi jedno narzędzie, które w znacznym stopniu je zastępuje.
Asystenci AI to po prostu kolejny etap rozwoju świata cyfrowego. Kiedyś człowiek miał osobno komputer, aparat fotograficzny, magnetofon, odtwarzacz muzyki, nawigację, mapy i wiele innych urządzeń. Dzisiaj większość z tego znajduje się w jednym małym urządzeniu, jakim jest smartfon.
Skoro więc mogę mieć jedno narzędzie do kilku różnych zadań, to właściwie dlaczego miałbym z niego nie korzystać? Czy to coś złego? Uważam, że nie. Pod warunkiem zachowania zasady ograniczonego zaufania.
W sumie podobnie jest z prowadzeniem samochodu przy pomocy GPS-u i elektronicznych map. Nawigacja może wskazać mi drogę, ostrzec przed korkiem czy zaproponować objazd, ale ostatecznie to ja podejmuję decyzję. To ja prowadzę samochód i to ja odpowiadam za jazdę.
Z ChatGPT jest podobnie. Może podpowiedzieć mi rozwiązanie, wskazać możliwą diagnozę albo uporządkować tekst. Ale ostatecznie to ja decyduję, co z tą informacją zrobię i jak ma wyglądać tekst, który publikuję.
Trochę bawi mnie też negowanie sztucznej inteligencji przez ludzi, którzy bez problemu korzystają z internetu. Sama koncepcja AI jest przecież starsza od internetu. Pierwsze poważne koncepcje sztucznej inteligencji powstawały już w latach 40. i 50. XX wieku, a termin „artificial intelligence” pojawił się w 1956 roku. Internet w swojej dzisiejszej formie powstał znacznie później.
AI nie jest więc jakimś nagłym wymysłem ery internetu. To kolejny etap rozwoju technologii, który po prostu dopiero teraz stał się dostępny dla zwykłego użytkownika. Tak samo jak kiedyś komputer, aparat fotograficzny czy nawigacja trafiały stopniowo pod strzechy, tak dziś pod strzechy trafiają asystenci AI.
Uważam, że jeśli asystent AI jest jednym z narzędzi, z których korzystamy, wszystko jest w porządku. Po to przecież ta technologia powstała – żeby pomagać nam w pracy, a niekoniecznie wykonywać ją całkowicie za nas.

Komentarze
Prześlij komentarz