Szare kluski

Tym wpisem rozpoczynam nową kategorię wpisów - codzienna kuchnia. Od razu uprzedzam - proszę się nie spodziewać wymyślnej kuchni. Gotowanie nie jest ani moją mocną stroną ani jakiś ulubionym zajęciem. Wiele z prezentowanych dań to po prostu zwyczajne proste posiłki. Celem jest tu bardziej pokazanie codziennej diety, posiłków. Oczywiście będę przy okazji wpisów pisać jak robię dane danie. 


Serię rozpoczynam od szarych klusków. Proste i sycące danie oparte na ziemniakach i mące pszennej. Składniki to: ziemniaki, mąka, jajka - to na same kluski. Do okrasy tym razem użyłem po prostu cebuli oraz tłuszczu. Widoczny na zdjęciu blender akumulatorowy kupiłem jakoś rok czy dwa lata temu i tutaj wręcz jest czymś wspaniałym. 


Obrane ziemniaki wkładam do blendera i blenduję razem z jajkiem. Dodaję sól. Masę ziemniaczaną przekładam do miski i dodaję mąkę. Nie umiem tutaj dokładnie określić proporcji – mąki dodaję tyle, aby uzyskać w miarę gładkie ciasto. Proporcje można zobaczyć na zdjęciu. Do widocznej ilości ziemniaków użyłem około 2/3–3/4 kg mąki.

Z przygotowanego ciasta łyżką odkrawam kawałki i wrzucam je do osolonego wrzątku. Gotuję jeszcze kilka minut od momentu wypłynięcia. A żeby sprawdzić, czy kluski są już gotowe, po prostu wyjmuję jedną i zjadam. To chyba najprostszy sposób.


Tym razem do okrasy użyłem cebuli lekko podsmażonej na oleju. Można oczywiście użyć innego sosu, podać kluski ze śmietaną albo nawet na słodko.



I tutaj nauczka. Zrobiłem jednak stanowczo za dużo. Wynikało to z tego, że kiedyś taką ilość gotowałem i miałem spokój na dwa dni - część po prostu trafiała do lodówki. Tutaj lodówki nie mam, a kluski, które zostały mi z obiadu, to zdecydowanie za dużo jak na jeden dzień.

Będę więc musiał nauczyć się robić mniejsze ilości i zmienić swoje przyzwyczajenia. Myślę, że dobrą miarką będzie sam blender - jedna jego zawartość powinna być odpowiednią porcją.

Pewnie jeszcze minie trochę czasu zanim nauczę się tu gotować w mniejszych porcjach. No zwłaszcza potrawy ziemniaczane. Ale jak ja się dosiądę do obierania ziemniaków to czasem trzeba mnie siła powstrzymywać. Znaczy - sam muszę się pilnować. Akurat, nie wiem czemu, lubię obierać ziemniaki. 



STRONA GŁÓWNA BLOGA


Komentarze