Smartfon i radio jako jedyna elektronika?

Czas na mały eksperyment. W poprzednim domu miałem telewizor, laptop i parę innych elektronicznych gadżetów. Tutaj sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Obecnie mam właściwie tylko smartfon, Chromebooka i radio. Wcześniej dość dużo korzystałem z laptopa. Miał w końcu swoje stałe miejsce na stole. Wystarczyło go otworzyć i uruchomić. Był zawsze pod ręką, więc sięgałem po niego bez większego zastanowienia.

Mam tylko jeden stół i służy on do wszystkiego. Jem przy nim, pracuję, wykonuję różne drobne czynności. Nie chcę więc, żeby Chromebook przez cały czas leżał na stole. Wystarczy chwila nieuwagi podczas posiłku, rozlana herbata czy jakaś inna przypadkowa sytuacja, żeby uszkodzić sprzęt. Dlatego, kiedy z niego nie korzystam, po prostu chowam go do szuflady. Dlatego Chromebook znajduje się w szufladzie. Kiedy chcę z niego skorzystać, muszę go wyjąć, podłączyć, uruchomić, a następnie włączyć hotspot w telefonie, żeby zapewnić mu dostęp do internetu.

Niby są to bardzo proste czynności. Zajmują przecież zaledwie chwilę. A jednak czasami zwyczajnie mi się nie chce. I wtedy zamiast uruchamiać Chromebooka po prostu wyjmuję telefon z kieszeni. Chcę coś sprawdzić w internecie? Telefon. Chcę obejrzeć jakiś materiał? Telefon. Chcę coś szybko napisać? Telefon.


Podobnie jest z blogiem. Czasami mam pomysł na krótki wpis albo chcę dopisać kilka zdań. Nie chce mi się wtedy przechodzić całej procedury związanej z wyjmowaniem i uruchamianiem Chromebooka. Biorę telefon i po prostu piszę.

I właśnie dlatego zacząłem się zastanawiać, czy w moich obecnych warunkach Chromebook jako osobny komputer rzeczywiście ma jeszcze rację bytu. Stał się przede wszystkim narzędziem do pisania dłuższych tekstów. Tylko czy rzeczywiście potrzebuję osobnego komputera do tego celu?

Przecież wiem, że długi tekst można napisać na smartfonie. Technicznie nie ma tutaj żadnej przeszkody. Pytanie jest jednak inne: ile stracę na komforcie? Nie mam wątpliwości, że fizyczna klawiatura i duży ekran są wygodniejsze przy dłuższym pisaniu. Chromebook pozwala pracować szybciej, łatwiej poruszać się po tekście i wygodniej korzystać z kilku rzeczy jednocześnie. Tego nie zamierzam udawać.

Ciekawi mnie natomiast, czy różnica w komforcie będzie na tyle duża, żeby uzasadniała posiadanie kolejnego urządzenia. Bo minimalizm nie musi przecież oznaczać rezygnacji ze wszystkiego, co nie jest absolutnie niezbędne. Chodzi raczej o odpowiedź na pytanie, czy korzyść, którą daje mi dana rzecz, jest warta miejsca, które zajmuje i całego dodatkowego zamieszania związanego z jej posiadaniem.

Może więc problem nie leży w tym, że smartfon jest niewystarczający, tylko w moim przyzwyczajeniu do korzystania z komputera? Postanowiłem to sprawdzić. Przez najbliższy miesiąc Chromebook pozostanie w szufladzie. Nie będę go wyjmował ani razu. Wszystko, co do tej pory robiłem na Chromebooku, spróbuję zrobić na smartfonie. Pisanie bloga, przeglądanie internetu, oglądanie materiałów, załatwianie różnych spraw – wszystko.

Co ciekawe, już kilka lat temu zauważyłem podobne zjawisko u młodych ludzi. Miałem kiedyś  epizod pracy zawodowej jako nauczyciel. Wielu uczniów mówiło mi, że w domu w ogóle nie korzysta z typowego komputera. Laptop czy komputer stacjonarny nie był im po prostu potrzebny. Do internetu, komunikacji, oglądania filmów, mediów społecznościowych i wielu innych rzeczy w zupełności wystarczał im smartfon.

Nie traktuję tego oczywiście jako żadnego reprezentatywnego badania. Była to po prostu moja obserwacja grupy młodych ludzi, z którymi miałem kontakt. Pokazała mi jednak coś ciekawego: dla części osób smartfon już dawno przestał być dodatkiem do komputera. Stał się ich podstawowym, a czasem wręcz jedynym urządzeniem do korzystania z internetu. Wtedy sam nie wyobrażałem sobie chyba, że mógłbym funkcjonować w podobny sposób. Dzisiaj postanowiłem jednak sprawdzić to na sobie.

Nie zakładam z góry, jaki będzie wynik tego eksperymentu. Być może po kilku dniach zatęsknię za dużym ekranem i fizyczną klawiaturą. Być może korzystanie z elektroniki stanie się wyraźnie mniej wygodne. Ale równie dobrze może się okazać, że różnica będzie niewielka i brak Chromebooka wcale nie będzie mi przeszkadzał.

A może wręcz przeciwnie – okaże się, że korzystanie tylko ze smartfona jest wygodniejsze, bo mam jedno urządzenie zawsze przy sobie i nie muszę sięgać po dodatkowy sprzęt. Po miesiącu będę już wiedział więcej. Zobaczymy więc, czy rezygnacja z Chromebooka rzeczywiście obniży mój komfort korzystania z elektroniki, podwyższy go, czy też… nie zmieni właściwie niczego.




STRONA GŁÓWNA BLOGA


Komentarze