Właśnie jestem po pierwszych poważnych zbiorach dzikich, a właściwie zdziczałych owoców z okolicznych terenów. „Pierwszych poważnych”, bo wcześniej oczywiście coś tam przy okazji skubałem, ale teraz wybrałem się już na prawdziwe zbiory.
Udało mi się zebrać głównie jabłka i mirabelki. Sporo tego rośnie w okolicy, a mirabelki dopiero zaczynają dojrzewać. Na niektórych drzewach owoce są już dojrzałe, na inne trzeba jeszcze trochę poczekać. Udało mi się też zerwać trochę śliwek oraz jeżyn.
Sezon więc oficjalnie rozpoczynam. Z własnego ogrodu plonów mam jeszcze niewiele, więc większość pierwszych słoików z przetworami będą stanowiły głównie kompoty. Tym razem nie z własnego sadu, ale z tego, co rośnie trochę dalej od domu.
Oto pierwszy koszyk zbiorów. Zamierzam z nich zrobić głównie kompot. Może też trochę domowego octu. Niestety koszyk się uszkodził. Rączka się urwała - szkoda. Może uda mi się naprawić.
Komentarze
Prześlij komentarz