Posadziłem chrzan

 Po zebraniu chrzanu przyszedł czas na jego podział. Grubsze korzenie odłożyłem do kuchni, a z pozostałych przygotowałem sadzonki. Teraz mogły trafić na swoje miejsce w ogrodzie.


Nie ukrywam, że byłem pozytywnie zaskoczony. Wydawało mi się, że uda się znaleźć najwyżej kilka korzeni, a wróciłem z ilością, która spokojnie wystarczy na ten sezon i jeszcze pozwoli założyć własną grządkę chrzanu. To była naprawdę miła niespodzianka.



Najpierw oddzieliłem grubsze korzenie, które trafią do słoików. Z pozostałych przygotowałem sadzonki. Przyszedł więc czas na kolejny etap – posadzenie własnego chrzanu.


Miejsce wybrałem świadomie. Nie trafił na grządki warzywne, lecz na obrzeże ogrodu, tuż przy ogrodzeniu. To będzie jego stałe miejsce. Chrzan potrafi się mocno rozrastać, dlatego lepiej od razu dać mu własną przestrzeń.


To dopiero początek. Zamierzam nadal pozyskiwać chrzan z okolicy, oczywiście w rozsądnych granicach i z poszanowaniem miejsc, z których go biorę. Każdy znaleziony korzeń może stać się kolejną sadzonką.

Mam nadzieję, że za kilka lat będę miał go naprawdę dużo. Nie tylko do kiszenia ogórków, ale również na własny chrzan tarty do słoików. To jedna z tych roślin, które raz posadzone mogą służyć przez wiele lat.




Sadzonki posadziłem w odstępach około 30–40 cm od siebie. Na koniec wszystko dobrze podlałem. Teraz pozostaje czekać, aż się przyjmą i zaczną rosnąć.

To kolejny niewielki krok, ale właśnie z takich kroków powstaje ogród, który z każdym sezonem staje się coraz bardziej samowystarczalny.


Komentarze