Zrobiłem pierwszy w tym sezonie kompot. Tym razem jest to mieszanka jabłek, mirabelek i odrobiny jeżyn. Taki zestaw owoców daje nie tylko ciekawy smak, ale też przyjemny kolor.
Pierwsza pasteryzacja trwała niecałe pół godziny. Po dobie zrobiłem drugą – tym razem przez około 15 minut.
Druga pasteryzacja nie była przypadkowa. Jej sens jest podobny do zasady stosowanej w tyndalizacji – pierwsze ogrzewanie niszczy większość drobnoustrojów, a część bardziej odpornych form może przetrwać. Przerwa daje im możliwość wykiełkowania, a ponowne ogrzanie pozwala zniszczyć powstałe, bardziej wrażliwe formy. Nie jest to pełna tyndalizacja, ale wykorzystuje podobny mechanizm dodatkowego zabezpieczenia przetworu.
Teraz pozostaje już tylko odstawić słoiki do spiżarni i poczekać. Kompot powinien spokojnie przeleżeć do zimy, kiedy będzie jak znalazł. Z owoców, które mam pod ręką, można zrobić naprawdę proste i całkiem smaczne zapasy.
Komentarze
Prześlij komentarz