Jestem minimalistą. A może bardziej powinienem napisać, że staram się bardzo dużo czerpać z tego nurtu. Nie dążę do tego, żeby mieć jak najmniej rzeczy za wszelką cenę. Raczej staram się dobierać je tak, żeby spełniały realną potrzebę. W tym duchu urządzałem też swój dom.
Kilka szaf ubrań? A po co? Wystarczy po kilka kompletów na określone pory roku. Kilka par butów? Uważam, że dwie wystarczą – na porę zimną i na porę ciepłą. To tylko przykłady.
Nie dążę jednak do tego, żeby mieć jak najmniej. Nie przemawia do mnie żadna maksyma w stylu „cały dobytek w jednym plecaku”, bo jest to dla mnie po prostu mało realne. W końcu łóżka i domu do plecaka nie spakuję.
Mój minimalizm to bardziej sprzeciw wobec współczesnego, nadmiernego konsumpcjonizmu. Zanim kupię nową rzecz, porządnie się zastanawiam. Bo nie chodzi jedynie o pieniądze. Chodzi też o odpowiedzenie sobie na pytanie: czy to jest mi rzeczywiście potrzebne? Czy poprawi mój komfort życia? Czy wniesie jakąś wartość dodaną?
Oczywiście nie narzucam sobie żadnych restrykcji. Jeśli coś ma mnie po prostu ucieszyć – czemu nie? Minimalizm nie ma być dla mnie kolejnym źródłem ograniczeń. Ma raczej pomóc mi świadomie wybierać, co rzeczywiście chcę mieć i czym chcę się otaczać.
Komentarze
Prześlij komentarz