Akcja ocet z ałyczy

 Zbiory ałyczy były, więc część owoców postanowiłem przeznaczyć na coś innego niż kompot - padło na ocet.  Sezon przetworów trwa u mnie w najlepsze i coraz więcej rzeczy trafia do słoików. A że czerwonej ałyczy udało mi się ostatnio trochę zebrać, postanowiłem spróbować zrobić z niej własny ocet. Tym bardziej, że ten z obierek z jabłek coś nie za bardzo mi się podoba, robi się gęsty, lekko śluzowaty. 


Owoce umyłem i przygotowałem do nastawu. Następnie trafiły do wymytych i wygotowanych słoików. Przy takich domowych fermentacjach pilnuję czystości naprawdę mocno. Naczynia muszą być dokładnie umyte, a cały proces powinien przebiegać w odpowiednich warunkach. Ałyczę zalałem przestudzoną, słodką zalewą. Na litr wody dałem 3 łyżki cukru. Wodę wcześniej zagotowałem, rozpuściłem w niej cukier, a następnie całość przestudziłem.


Słoiki zabezpieczyłem papierowym ręcznikiem, tak aby nastaw miał dostęp do powietrza. Teraz pozostaje regularnie go mieszać, obserwować i przede wszystkim uzbroić się w cierpliwość. Teraz pozostaje już tylko poczekać. Słoiki stoją, fermentacja pracuje, a ja będę zaglądał do nich i sprawdzał, jak rozwija się mój ałyczowy eksperyment. Jeżeli wszystko pójdzie dobrze, za jakiś czas będę miał własny ocet z owoców, które jeszcze niedawno po prostu rosły sobie przy drodze.




STRONA GŁÓWNA BLOGA

Komentarze