Akcja kompot z ałyczy czerwonej

Tym razem przyszła pora na czerwoną ałyczę, którą niedawno zbierałem. Ałycza jest dla mnie ciekawa właśnie dlatego, że daje sporo możliwości. Można ją zjeść na świeżo, można przerobić na przetwory, a można też po prostu zamknąć jej smak w słoiku i zostawić na zimowe dni. Przy takich zbiorach coraz bardziej podoba mi się to, że niczego nie trzeba komplikować. Owoce, woda, trochę cukru, pasteryzacja i gotowe. Bez wyszukanych receptur i bez kombinowania. Tym sposobem kolejna porcja tegorocznych zbiorów została zagospodarowana. Słoiki powoli się zapełniają, a spiżarnia zaczyna przypominać, że lato kiedyś się skończy. 


Owoce umieściłem w wymytych i wygotowanych słoikach. Do każdego słoika wsypałem po 3 łyżki cukru, a następnie zalałem owoce wrzątkiem. Słoiki zakręciłem i poddałem pasteryzacji.


Pierwsza pasteryzacja trwała niecałe pół godziny. Po dobie zrobiłem drugą, tym razem przez około około 20 minut. Teraz pozostaje już tylko odstawić słoiki do spiżarni i o nich zapomnieć aż do zimy. Wtedy wystarczy jeden otworzyć i będzie jak znalazł. Lubię takie proste zapasy z owoców, które rosną w okolicy. Co ciekawe - większą radość mi przetwory z plonów z terenu, niż te z ogrodu - w sumie na poprzedniej działce miałem podobnie. 




STRONA GŁÓWNA BLOGA

Komentarze